Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 214 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


JEST TAKI DOWCIP

niedziela, 19 sierpnia 2012 10:07

 

Podczas nieobecności męża żona oddawała się łóżkowym rozkoszom ze swoim kochankiem. Nagle słyszy, że drzwi frontowe się otwierają i wraca mąż. Szybko wymyśliła jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji – wysmarowała kochanka olejkiem, posypała talkiem i kazała mu stanąć w kącie sypialni. - Nie ruszaj się dopóki nie powiem - powiedziała. Wchodzi mąż i pyta, co to takiego.

- To nasza nowa statuetka, bardzo modne są takie - odpowiada żona. - Kowalscy za rogiem taką mają, więc też sobie kupiłam.

Mąż przyjął w milczeniu tłumaczenie żony i nie poruszał więcej tego tematu. Położył się spać. A kiedy się obudził nad ranem, zszedł do kuchni i po chwili wrócił z dużą kanapką i butelką piwa.

- Trzymaj - mówi do kochanka-statuetki. - Ja u Kowalskich stałem przez 3 dni i nikt mi nawet szklanki wody nie podał.

 

Dwóch przyjaciół wraca późnym wieczorem z pokera. Jeden skarży się drugiemu.

- Wiesz, nigdy nie mogę oszukać żony. Gaszę silnik samochodu i wtaczam go do garażu, zdejmuję buty, skradam się na piętro, przebieram się w łazience. Ale ona zawsze się budzi wydziera na mnie, że tak późno wracam.

- Masz złą technikę. Ja wjeżdżam na pełnym gazie do garażu, trzaskam

drzwiami, tupię nogami, wpadam do pokoju, klepię ją w tyłek i mówię: Co powiesz na numerek? Zawsze udaje że śpi...

 

Te ostatnie wichury... Starsza kobieta trzyma kapelusz żeby wiatr go nie zwiał z głowy. Jeden z gentlemanów podszedł do niej i mówi:

- Przepraszam, nie chcę być niegrzeczny ale czy pani wie ze wiatr podnosi pani sukienkę do góry?

- Tak, wiem, ale ja potrzebuję obu rąk by trzymać kapelusz - odpowiedziała kobieta.

- Ale czy pani wie o tym, że nie ma pani na sobie majtek i wiatr odsłania pani prywatne części? - pyta pomocny mężczyzna. Kobieta spojrzała na niego potem na spódnicę i mówi:

- Dobry człowieku, wszystko co pan widzi tam na dole ma 75 lat, a mój kapelusz kupiłam dzisiaj!


Gdy skończyłem 65 lat, poszedłem do ZUS, żeby złożyć podanie o emeryturę.
Niestety, zapomniałem wziąć z domu legitymację ubezpieczeniową, więc
powiedziałem panience w okienku, że wrócę później.
Panienka na to: Proszę rozpiąć koszulę. Gdy to zrobiłem, panienka powiedziała: - Te siwe włosy na pana piersi są dla mnie wystarczającym dowodem na to, że jest pan w wieku emerytalnym. Nie potrzebuje pan chodzić do domu po  legitymację.
Gdy opowiedziałem o tym żonie, ona powiedziała: - Powinieneś był spuścić spodnie. Wtedy byś dostał też rentę inwalidzką....

Na pięćdziesiąta rocznicę ślubu dwoje staruszków wybrało się do swojej ulubionej kawiarenki.

- Pamiętasz kochanie, to tutaj zaprosiłeś mnie ponad 50 lat temu... Było wspaniale.

- A ty pamiętasz jak było wspaniale, kiedy po wyjściu stąd poszliśmy w stronę parku? Kiedy mijaliśmy ogrodzenie, nagle wzięła mnie taka chcica, że oparłaś się o plot a ja cię na nim wziąłem.

- Pamiętam - a może by to powtórzyć?

- Oczywiście, ale chodźmy szybko bo już jestem wielce pod... ekscy… towany.

Po tych słowach niemal wybiegli z kawiarenki.

Całą rozmowę usłyszał chłopak siedzący przy sąsiednim stoliku. Pomyślał, że ciekawie będzie zobaczyć, czy faktycznie dwoje staruszków odważy się uprawiać seks w parku. Poszedł za nimi i oto co zobaczył. Babcia podwinęła spódnicę i ściągnęła dolną część bielizny, a dziadek nawet nie fatygował się ze ściąganiem czegokolwiek,  tylko rozpiął co trzeba, oparł babcię o płot i ostro zabrał się do roboty. Na to co nastąpiło potem, chłopak znał tylko jedno określenie: seks stulecia. Nie widział nigdy czegoś podobnego na filmie, żaden znajomy o czymś takim mu nie mówił i nie znal tego z własnych doświadczeń. Dziadek poruszał się w fenomenalnym, olimpijskim tempie. Byłby to niewątpliwie sprint, gdyby nie fakt, że dziadek pracował niemal przez godzinę, nie  przerywając nawet przez sekundę i ani razu nie zwalniając tempa. Tyłek mu chodził niewiele wolniej niż kolibrowi skrzydełka. Dopiero po godzinie zmęczeni kochankowie opadli na ziemię i ciężko oddychali przez kolejną  godzinę.

- Jaki jest jego sekret, gdybym ja tak potrafił, to nie miałbym najmniejszego problemu z kobietami, muszę poznać jego sekret – pomyślał chłopak, zebrał się na odwagę i podszedł do wycieńczonej pary.

 - Przepraszam pana najmocniej - powiedział - ale muszę poznać pana sekret.  Jeśli potrafi pan tak ostro uprawiać seks w tym wieku, to 50 lat temu musiał być pan wręcz niesamowity!

 - Synu, 50 lat temu ten pieprzony płot nie był pod napięciem.

 

Do łazienki niespodziewanie wchodzi hydraulik. Siedząca w wannie dziewczyna stara się dłońmi zakryć swą nagość. Hydraulik patrzy na nią i flegmatycznie mówi: - Co się pani boi, hydraulika nie widziała, czy co?

 

Przychodzi gej do sklepu i mówi:
- Poproszę salami!

- W plasterkach?
- A czy ja wyglądam jak skarbonka?

 

W barze zgadali się facet z facetką wiek 35 lat. Po 5 minutach wyszli. Następnego dnia relacjonują zdarzenie:
Facet do kolegi:
- Wiesz, nie spodziewałem się że kobieta w tym wieku może być dziewicą!
Facetka do koleżanki:
- Wiesz co? Wczoraj spotkałam tak napalonego faceta, że biedak nie zauważył, że nie zdjęłam pończoch...

 

Pewnemu facetowi podczas delegacji w mieście Łodzi (a było to przed wojną) zepsuł się zegarek. Zaczął szukać zegarmistrza. Chodzi, chodzi, patrzy a tu na jednej z wystaw stoi zegar. Wchodzi do środka i mówi, że chciałby naprawić zegarek. A na to facet, który był w środku:
- Panie, przecież tu nie jest zegarmistrz!
- No to co tu jest?
- Burdel!
- To dlaczego na wystawie stoi zegar?
- A co miałem wystawić?

 

Dwóch facetów siedzi przy barze i narzekają jakie to ich żony są przerażające. Pierwszy mówi:

- Moja jest tak straszna, że jak ją postawiłem na polu zamiast stracha na wróble, to ptaki oddały zeszłoroczne czereśnie...

Drugi na to: - A moja ma wymiary 90/70/60

- To całkiem nieźle.

- Taak... Druga noga tak samo!

 

Trzech przyjaciół. Jeden z nich miał urodziny, więc z tej okazji postanowili pójść do burdelu. Gdy byli już na miejscu burdelmama zaproponowała im trzy opcje: specjalna, super specjalna, super extra specjalna Zastanawiali się chwilkę co wybrać, ale wreszcie zdecydowali się, że każdy z nich wybierze inną opcję - solenizantowi zostawiając tę trzecią, najlepszą. Tak więc pierwszy idzie do burdelmamy i mówi: „Opcję specjalną poproszę.” – Schodami na górę, trzecie drzwi po lewej. Po 15 minutach wraca ucieszony. „Jak było, co się stało?" - pytają koledzy. „Wsadziła mi plasterek ananasa na penisa i zjadła go. Było świetnie, ale... mogło by to trwać troszkę dłużej". Drugi koleś idzie do burdelmamy i mówi: „Opcję super specjalną poproszę.” - Schodami na górę, trzecie drzwi po lewej. Po 30 minutach wraca z cały rozanielony. - Jak było, co się stało – pytają Koledzy. - Wsadziła mi dwa plasterki ananasa na penisa i zjadła je... super, nie?!! Solenizant już jest w siódmym niebie. Idzie do burdelmamy i mówi: „Opcję super extra specjalną poproszę." - Schodami na górę, trzecie drzwi po lewej. Po chwili wraca  - widać ze totalnie wqrwiony. - Jak było, co się stało - pytają koledzy - Wsadziła mi trzy plasterki ananasa na penisa, potem syrop czekoladowy, bitą śmietanę, nawet bezy. I wyglądało to tak dobrze że sam zjadłem...

 

Facet był u kochanki, ale zrobiło się późno i trzeba wracać do domu. Mówi więc do niej: - Daj trochę wódki, ochlapię się, to żona nie będzie czuła twoich perfum. 
Facet wraca do domu, a żona wali go po mordzie.
- Za co? 
- Myślałeś, że jak się poperfumujesz to nie poczuję, że wódkę piłeś? 

 

Z drzwi gabinetu lekarskiego wypada facet kopnięty przez zdenerwowanego lekarza.

 - Następny proszę!

 - Pan doktor chyba dziś nie w humorze. Może przyjdę jutro...

 - Och, nie! Po prostu tamten facet, którego od dziesięciu lat leczę na żółtaczkę dopiero dziś powiedział, że jest Chińczykiem.

 

Z dziury wychyla łeb niemiecka mysz, rozgląda się na boki, kota nie ma, wyskakuje, biegiem ile sił do barku, nalewa sobie browarek, wychyla i spieprza czym prędzej do nory. Za chwilę wychyla łeb francuska mysz, looka na boki, nie ma kota, biegiem do baru, winko i z powrotem do norki. Za moment mysz rosyjska looka na boki, kota nie ma, biegiem do baru, wali spirytus i chodu do dziury. Następna mysz polska, looka na boki, nie ma kota, biegiem do baru, wali setę, rozgląda się na boki, sierściucha nie ma, wali drugą setę, patrzy dookoła, nie ma kota, wali trzecią setę, potem czwartą i piątą. Po piątej siada, rozgląda się dookoła i mruczy:  No to, kur...a, poczekamy!

 

Mąż wrócił wcześniej z delegacji. Kochanek nie wiedząc co robić wychodzi na balkon i zwisa z balustrady.

- Powiszę do rana i rano zorientuję się jak wysoko jest ten balkon -myśli

Mijają długie godziny. Powoli się rozjaśniało, gdy niespodziewanie usłyszał krzyk:

- Panie długo tak będziesz tu pan wisiał ?

- A co to panu przeszkadza ? - odpowiedział nie widząc kto to mówi.

- To chociaż podnieś pan nogi bo muszę podwórko zamieść.

 

Po śmierci mężczyzna trafia do piekła. Wzywa go do siebie diabeł.
- Witam drogiego kolegę, czy koledze za życia zdarzyło się kiedykolwiek wypić?
Mężczyzna zamyśla się.
- Kilka razy - tak.
- No to kochany, w poniedziałek chlejemy od samego rana. Whisky, wóda, co tylko chcesz.
Mężczyzna uśmiecha się, a diabeł pyta dalej.
- Czy kiedykolwiek paliłeś?
- Paliłem.
- Ślicznie! We wtorek palimy fajki, papierochy, cygara... ćmimy na maksa! A czy jakieś prochy może brałeś?
- Ze dwa razy próbowałem.
- Bo w środę dajemy sobie w żyłę. Marycha, kompocik, heroinka... odlot, że ho, ho! No tak, a czy z chłopcami próbowałeś może... no wiesz...
- Co to, to nie! - krzyczy przerażony facet.
- Uuuuuu, to czwartek może być nieprzyjemny....

 

Lotnisko. Schodki. Podchodzi gościu w skafandrze. Włazi na schodki. Dochodzi do końca i spada. Ociera zakrwawiona twarz, próbuje nastawić nos i mamrocze:
- Pierdolone niewidzialne bombowce!

 

Wraca kobieta pracująca z zakupami. Siaty ciężkie, ręce jej się do ziemi wyciągnęły. Wtarabania się na klatkę przez ciężkie drzwi do bloku, a tam wyskakuje przed nią ekshibicjonista. Staje przed nią i  teatralnym gestem rozchyla płaszcz. A kobieta patrząc w wiadomy punkt:
- No kuuurwa! Jajek nie kupiłam.....

 

Wchodzi facet do baru i zamawia sześć setek. Barman mówi:
- Musiałeś mieć cholernie ciężki dzień.
- Właśnie się dowiedziałem, że mój starszy brat jest gejem.
Następnego dnia sytuacja się powtarza, facet znów wypija morze wódki.
- Dowiedziałem się, że mój młodszy brat jest gejem... - skarży się barmanowi.
Trzeciego dnia barman widzi, że facet jest jeszcze bardziej załamany.
- Cholera, czy w pańskiej rodzinie nikt nie preferuje kobiet?
- Preferuje. Moja żona.

 

Ostatnia wieczerza. Wchodzi skupiony Jezus, patrzy a tu impreza na całego, drogie wino i jedzenie.
- Zaraz, zaraz miało być skromnie, poważnie, skąd wzięliście na to pieniądze?
- Nie wiem, podobno Judasz coś sprzedał.

 

Córeczka pyta mamę:
- Co to jest impotencja?
- Hmmm....widzisz .... to jest tak, jakbyś chciała grać ugotowanym makaronem w bierki.

 

Jadę autobusem, nie jest za luźno, ale miejsce siedzące mam. Trzeba podać bilet do skasowania. Obok stoi mężczyzna. Jak się do niego zwrócić - "Ty", czy "Pan"? Autobus jest ekspresowy. Jeśli mężczyzna nie wysiadł na poprzednim przystanku znaczy, że jedzie do mojej dzielnicy. Jedzie z kwiatami - znaczy do kobiety. Kwiaty wiezie piękne, znaczy to, że i kobieta jest piękna. W naszej dzielnicy są dwie piękne kobiety - moja żona i moja kochanka. Do mojej kochanki facet jechać nie może, bo ja do niej jadę. Znaczy, że jedzie do mojej żony. Moja żona ma dwóch kochanków - Waldemara i Piotra. Waldemar jest teraz w delegacji...
- Panie Piotrze, mógłby mi pan skasować bilet?

 

Spotykają się dwaj kumple ze studiów.  Jeden z nich mówi:
- Wiesz co Piotrek, jak sobie pomyślę jaki ze mnie inżynier, to się kurna boję iść do lekarza...

 

Dwóch gości popija sobie winko pod sklepem.
Nagle podjeżdża elegancki samochód z którego wysiada jakieś zamożne małżeństwo.
Kupują w sklepie niegazowaną wodę i zaczyna ją sobie popijać.
- Popatrz - mówi jeden z pijaczków - Piją wodę!
- No - mówi drugi - Jak zwierzęta...

 

- Jagusia! Jagusia! - krzyczy gospodyni. - Dałaś krowom?
- Nie, oborowemu!

 

W autobusie straszny ścisk. Nagle hamowanie, pisk opon i młoda dziewczyna wpada na starszego pana.

  -Taki tłok! - usprawiedliwia się

  -To mój - mówi z dumą chłopak obok.

 

 Pociąg gwałtownie zahamował i młoda dziewczyna z rozpędem wpadła na księdza.

 - Przepraszam, tak szybko stanął ....

 - Ależ skąd moje dziecko, to jest klucz od plebani.

 

Małgosia przychodzi do mamy:
- Mamo, jak będę duża i znajdę sobie mężczyznę to jak wyjdę za mąż, to będzie tak jak Ty z Tatą?

- Tak, córeczko.
- A jak bym nie wyszła za mąż, to będę taką starą panną jak Ciocia Zosia?
- Tak, córeczko.
- No to, qrwa, fajne perspektywy...

 

Na babskiej imprezie rozmawiają trzy mężatki.
Pierwsza mówi: - Wiecie jak kocham się z moim Zenkiem, to on zawsze ma zimne jajka.
Druga mówi: - Faktycznie, jak ja się kocham z moim Frankiem, to on także ma zimne jajka.
Na to trzecia: - Wiecie, ja nie wiem? Nigdy nie sprawdzałam jakie ma jajka mój Jacuś w trakcie stosunku. Po dwóch dniach ponownie się spotkały w tym samym gronie. Trzecia mężatka (ta od Jacka) przychodzi cała poobijana, z potarganymi włosami i ubraniem. Pozostałe dwie pytają się - Co ci się stało?
Ona odpowiada:
- Kochałam się z Jackiem, sprawdzam te jego jajka i tak mu mówię:
- Jacek! Ty masz w trakcie kochania tak samo zimne jajka, jak Zenek i Franek ....

 

Przychodzi kobieta do lekarza i mówi:
- Panie doktorze. Nie wiem co to jest, ale jak zdejmuję stanik to mi się podnoszą piersi.

Lekarz (zdziwiony): - Czy mogła by pani to zademonstrować?
Kobieta zdejmuje stanik i rzeczywiście piersi unoszą się jej do góry!
Lekarz po chwili:
- Hmmm, ja też nie wiem co to jest, ale to jest zaraźliwe!
 

Kilkuletni Jasio obudził się w granicach popołudnia.
- Kto słyszał tak długo spać! - mówi mama Jasia.
- Nikt nie słyszał, bo ja spałem bardzo cicho! - wyjaśnił Jasio.

 

Jasiu, jak będziesz niegrzeczny, to zamienię Cię na inne, grzeczne dziecko - ostrzega mama Jasia.
- Jestem bardzo ciekawy, mamo, gdzie znajdziesz kogoś, kto będzie chciał zamienić grzeczne dziecko na niegrzeczne...

 

Nauczycielka pyta dzieci, jakie zwierzęta maja w domu. Uczniowie kolejno odpowiadali:
- Ja mam psa...
- Ja mam kota...
- U nas są rybki w akwarium
Wreszcie zgłosił się Jaś:
- A my mamy kurczaka!... w zamrażalniku.

 

Poszła fama, że w pewnym miasteczku jest cudowne źródełko, które leczy ułomności. I tak zebrali się przy nim ślepy, garbaty i sparaliżowany na wózku. Ślepy przemył oczy i krzyknął:
- O rany, ludzie, ja widzę!
Garbaty wykąpał się w źródełku i krzyknął:
- O rany, ludzie, nie mam garba!
Na to sparaliżowany wjechał z wózkiem do wody i krzyknął:
- O rany, ludzie, mam nowe opony!

 

Pewien miliarder miał bardzo kapryśną córkę. Pewnego razu dziewczyna wchodzi do ojca i mówi:

-          Tato, dzisiejszą noc chcę spędzić z Casanovą.

-          Co ty wygadujesz, dziewczyno?! – żachnął się ojciec. – przecież Casanova od dawna nie żyje.

-          Chcę Casanovę i basta! – rozpieszczona jedynaczka tupnęła nóżką i wybiegła nadąsana.

Cóż było robić, miliarder zaprosił dobrego aktora, powiedział mu o co chodzi i obiecał wysokie honorarium. Aktor się zgodził i był w nocy dla dziewczyny prawdziwym Casanovą.

Ale to nie był koniec utrapień, bowiem na drugą noc córka zażyczyła sobie księcia Potiomkina, a na trzecią Diego Maradonę. Aktor uczciwie odrabiał honoraria. Czwartego dnia dziewczyna powiedziała do rodzica:

-          Nie myśl, ojcze, że jestem taka głupia. Przecież wiem doskonale, że te wszystkie postacie odtwarza jeden aktor. Dziś chcę, aby już nikogo nie grał, niech będzie sobą.

Miliarder zaprosił aktora i przekazał życzenie córki. Aktor zbladł.

-          Proszę pana, to jest niemożliwe, za żadne pieniądze. Jestem impotentem.

Wypijmy więc za potęgę prawdziwej sztuki!

 

Młody porucznik (pewnie Rżewski) tańczy upojne tango z bardzo wysmukłą żoną swojego nieobecnego dowódcy

- A cóż mnie pan tak po plecach głaszcze?- pyta dama.

- Szukam... tych, no ... pani piersi - odpowiada porucznik.

- Ależ one są z przodu !

- Taaak?... Niemożliwe! - tam to ja już szukałem.

 

Porucznik szwoleżerów (też Rżewski?) wybrał się z kolegami na wytworny bankiet do zaprzyjaźnionej hrabiny. Przez całą drogę napomina kolegów, żeby trzymali mordę w kubeł, pamiętali o dobrym wychowaniu i nie przeklinali. Przyjęcie się rozpoczęło, a hrabina tworząc odpowiedni nastrój rozstawia świece w kandelabrach. Obeszła już cały salon, zapełniła kandelabry, ale pozostała jej w ręku jedna świeczka.

- Nie wystarczyło świeczników, panowie. Gdzie mam wstawić tę ostatnią świeczkę? - pyta zakłopotana gości. -           Porucznik poderwał się na równe nogi i wrzasnął rozkazująco:

- Milczeć, panowie!... Mil-czeć!

 

Nad poligonem wojskowym odbywają się loty ćwiczebne i skoki spadochronowe - no, żeby z nas pociechę jakąś mieli w NATO. Młody spadochroniarz, już po wyskoczeniu z samolotu stwierdził z przerażeniem, że w żaden sposób nie połapie się w tych klamrach, spinkach i linkach. Nagle widzi innego żołnierza, lecącego do góry.

 - Stary! - woła ucieszony - za co ja mam tutaj pociągnąć?

- A skąd ja mam wiedzieć ?! - usłyszał w odpowiedzi. - Ja jestem saper... My tam na dole miny rozbrajamy !

 

- Pani baronowo, od dzisiaj uważam, że wszystkie kobiety to dziwki!

- Oooo! Pan mnie obraził, niech pan opuści moje pokoje, pułkowniku!

- A ja i tak podtrzymuję,...Co powiedziałaby pani...dajmy na to... na pięć tysięcy ?

- Proszę wyjść, bo zawołam służbę !

- Znaczy, za mało... No, to dziesięć tysięcy !

- Proszę wyyyjść!...

- Dwadzieścia tysięcy !...

- Dwadzieścia ?...No, pan zaczyna być interesujący, Pułkowniku.

- No i widzi pani?!...  Dziwka już jest... tylko z forsą wciąż krucho.

 

Dwudziestoletni wnuczek poszedł z dziadkiem do sauny i ze zdumieniem zauważył , że dziadek ma wytatuowany na bardzo męskiej części ciała napis: PAOLA.

- O kurczę, dziadku, co to za Paola była – babcia o niej wie?

- Widzisz wnusiu, kiedy miałem tyle lat co ty, to tam pisało: PAMIĄTKA Z KONSTANTYNOPOLA!... To były czasy!

 

Do eleganckiej restauracji podjeżdża wspaniała limuzyna (złote klamki, cud-lakiery, barek, klimatyzacja, ach!), a z niej wysiada facet obwieszony złotem - miał z siedemnaście kilo łańcuszków, wisiorków i sygnetów. Za facetem wysiadła przepiękna dziewczyna (wspaniale zbudowana i skąpo odziana) i struś. Normalny struś! Wszyscy zasiedli przy restauracyjnym stoliku, więc po chwili podbiegła obsługa.

- Przepraszam, a co podać panu strusiowi? - pyta w pewnym momencie kelner.

- A bo ja wiem! - odpowiada facet. - Wczoraj poszedłem na ryby, złapałem złotą rybkę, a ta obiecała spełnić trzy moje życzenia, za zwrócenie jej wolności. To mówię, że chcę być bogaty - no i  proszę, mam auto i ten złom na szyi. Na drugie zażyczyłem sobie pięknej dziewczyny - i jest piękna, prawda? I wtedy jakiś czort mnie podkusił, bo zażądałem największego na świecie ptaszka. No i  mam, cholera!

 

Obudził się Józek, wygląda przez okno i widzi u sąsiada na podwórku korty tenisowe. Na kortach Fibak, Nawratilova, Graff,... Poszedł owe cuda obejrzeć z bliska i pyta sąsiada, skąd ma to wszystko. - Złapałem złotą rybkę - powiada sąsiad.

- To ja biorę wędkę i idę nad staw !

- A idź. Tylko uważaj, ona jest już bardzo stara i głucha, i spełnia tylko jedno życzenie.

Józek przez dwa tygodnie czatował na złotą rybkę, ale połów się udał, więc wywrzeszczał nad nią swoje życzenie : Chcę mieć w swoim pokoju ogromną kupę złota ! Niestety, w pokoju zastał tylko kilka ton cuchnącego błota.

- Mówiłem, że głucha! - uśmiechnął się sąsiad. - Ty myślisz, że ja sobie życzyłem wielkiego tenisa ?!

 

- Słuchaj stary, ile byś dał za moją żonę?!

- Ja?!...Nic.

- Dobra! Kupiłeś!

 

Przed sklepem w lesie stoi w kolejce mnóstwo zwierząt: niedźwiedzie, lisy wilki, jeże itp...
Przez kolejkę przepycha się zając. Rozpycha inne zwierzęta łokciami, wreszcie jest na początku kolejki! W tym momencie łapie go niedźwiedź i mówi:
- Ty zając, gdzie się wpychasz?! Na koniec! - i mach! rzuca go na koniec kolejki.
Zając znowu się przepycha, ale znowu łapie go niedźwiedź i odrzuca na koniec. Zając powtarza swój wyczyn jeszcze kilka razy, ale za każdym razem niedźwiedź wyrzuca go na koniec. Wreszcie obolały zając otrzepuje się z kurzu i mówi do siebie:
- Nie. to nie. Pierdylę! Nie otwieram dzisiaj sklepu!

 

Gdzieś daleko na biegunie południowym idą sobie po krze niedźwiedzica z niedźwiadkiem. No i maluch pyta:
- Mamooooo.... czy ja jestem miś Grizzly?
- Nie syneczku, ty jesteś miś polarny.
Po jakimś czasie.
- Mamooooo.... czy ja jestem miś brunatny?
- Nie mój drogi, ty jesteś miś polarny.
Znowu po chwili.
- Mamooooo.... a może ja jestem miś koala?
- Nie moje dziecko, ty na pewno jesteś miś polarny.
Po chwili zastanowienia miś mówi:
- To, kurrrrrwa, dlaczego jest mi tak zimno?


Powódź w prowincjonalnym miasteczku. Ewakuacja ludności. Wojsko puka do kaplicy:
- Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi!
- Nigdzie nie idę, wierzę w Opatrzność Boską.
Po trzech godzinach ksiądz siedzi na ostatnim piętrze parafii. Podpływają motorówką:
- Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi!
- Nigdzie nie idę, wierzę w Opatrzność Boską.
Minęły kolejne godziny, ksiądz na szczycie dzwonnicy. Podpływają znowu.
- Proszę księdza, niech ksiądz ucieka! Ksiądz się utopi!
- Nigdzie nie idę, wierzę w Opatrzność Boską.
Piętnaście minut i ksiądz już z wyrzutami u Pana Boga.
- Panie Boże, no jak tak można? Swojego wiernego sługę zawieść? A tak wierzyłem w Opatrzność...
- Głupcze! Trzy razy po ciebie ludzi wysyłałem!

 

Czapajew i Piet’ka płynęli łódką, łódka się wywróciła. Czapajew pływał, Piet’ka nie. Ale kamandir go wyratował, dociągnął do brzegu i robi sztuczne oddychanie. Macha pietkinymi rękami a z biedaka woda cieknie i cieknie, i cieknie...
Obok przejeżdżał oddział Kozaków. Essaul (tzn. dowódca) podjechał bliżej, patrzy, w końcu nie wytrzymał i mówi:
- Wasilij Iwanowicz! Wyciągnij ty mu dupę z wody, bo całą rzekę przepompujesz!

 

Poszedł baca do sklepu mięsnego i pyta:
- Cy jest kiełbasa?
- Jest. Beskidzka.
- Bez cego???

 

Pytają bacę:
- Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami?
Baca:
- No.
- Ale one urodziły się tego samego dnia?!
- No...
-... w odstępach piętnastominutowych!!!
- No to co?! Ja mom rower...

 

Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca.
- Macie baco cos do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie??
- Mom... ino zimny.

 

Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszcz do bacówki, baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z sufitu woda...
- Baco dach ci przecieka.
- Wim...
- To dlaczego nie naprawisz??
- Ni moge, przeciez dyszcz pado.
- To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada??
- A bo wtedy nie cieknie...

 

W górskiej chacie pod Gubałówką wielka uroczystość - Jan Gąsienica kończy sto lat. Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i dyplom. Wszyscy, trzęsącego się ze starości pomarszczonego Gąsienice, pytają jak dożył tak sędziwego wieku.
- Zwyczajnie, nie piłech, nie paliłech, za dziewkami nie goniłech...
W tym momencie przerywa mu straszny hałas.
- Nie przejmujta sie - mówi Gąsienica - to tylko mój starszy brat, calą noc pił gorzałe, to mu się chce teraz za dupami ganiać.

 

Początkujący narciarz pyta bacę:
- Czy ten zjazd jest niebezpieczny?
- A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijajo się dopiro na dole!

 

Przez wieś jadą wozy cyrkowe. Nagle do uszu jadących cyrkowców dochodzi przeraźliwy wrzask. Na podwórku, obok jednej z chałup jakiś chłop podskakuje w górę na wysokość komina, robi podwójne salto i spada na ziemię. Z jednego z wozów cyrkowych wybiega dyrektor cyrku.
- Panie, widownia będzie zachwycona! Angażuję pana! Za jeden taki skok podczas przedstawienia dostanie pan pięćset złotych!
- Eee, tam... Za pięćset złotych nie będę się co wieczór walił siekierą w nogę...

 

Cyrkowy magik po swoim kolejnym popisie oznajmia widzom:
- Za chwilę sprawię, że zniknie jedna z obecnych tu kobiet.

Z ostatniego rzędu słychać męski głos:
- Maryśka, zgłoś się na ochotnika!

 

Jasio poszedł z ojcem do cyrku. Podczas tresury słoni, pyta:
- Tato, co to jest to długie, co zwisa słoniowi pod brzuchem?

- To jest penis słonia, Jasiu.
- Dziwne. Gdy rok temu byłem tu z mamą powiedziała, że to nic.
- No cóż, synu, skoro mama ma takie wymagania...

 

Przyjechała od swojej mamuśki Hrabina, więc Hrabia postanowił spełnić należycie swoje powinności małżeńskie. Przygotował kolację, zrobił nastrój i dzięki udanym zagrywkom taktycznym wylądowali w łóżku. Jan stanął obok z Kandelabrem (dla takich co nie wiedzą, to taki świecznik na patyku), a Hrabia pracuje. Pracuje, pracuje... lecz Hrabina kręci nosem, że robi to nie tak jak trzeba. Rozeźlił się Hrabia i kombinuje inaczej. Ale Hrabinie to też nie zadowala. W końcu Hrabia się wściekł – zabrał kandelabr od Jana i kazał mu zaspokoić Hrabinę. Jan zabrał się do pracy i już po chwili Hrabina jęczała z rozkoszy. Na co Hrabia:
- Widzisz durniu jak trzeba trzymać kandelabr! Widzisz!

 

Na lekcji biologii nauczycielka mówi:
- Pamiętajcie, dzieci, źe nie wolno całować kotków ani piesków, bo od tego mogą się przenosić różne groźne zarazki. A może ktoś z was ma na to przykład?

Zgłasza się Jasio:
- Ja mam, proszę pani. Moja ciocia całowała raz kotka.
- I co?
- No i zdechł.

 

Młoda nauczycielka geografii rozpoczyna swoją pierwszą lekcję w ekskluzywnej szkole im. Stefana Batorego w Warszawie. Najgorsza ze wszystkich klasa IV-ta "b" nie reaguje jednak na jej wejście. Trwają krzyki, bójki miedzyławkowe, bieganina. W ogólnym tumulcie nikt nawet nie słyszy jej słów. Załamana biegnie do dyrektora i wybucha bezradnym szlochem:
- Nie nadaję się na wychowawczynię takiej młodzieży, gotowa jestem złożyć natychmiastowe wymówienie.
- Niech Pani się nie martwi, koleżanko - mówi doświadczony pedagog.- Ja pani pokażę właściwe metody postępowania...
Powracają oboje do klasy, gdzie dyrektor uderza pięścią w katedrę, i mocnym, zdecydowanym głosem przemawia:
- Cisza, gnojki! Niech wstanie natychmiast ten, kto potrafi naciągnąć prezerwatywę na globus!...
Zapada w klasie skonsternowana cisza. Po chwili wstaje najgorszy rozrabiaka, piegowaty Kowalski z "oślej ławki":
- Przepraszam, panie dyrektorze? - odzywa się drżącym głosem.- A co to takiego globus?
- No właśnie, Kowalski! - uśmiecha się triumfalnie dyrektor. - To jest wasza nowa pani od geografii, która wytłumaczy wam, na swojej pierwszej lekcji, jak wygląda globus.

 

- Pani Nowakowa - mówi ginekolog do swojej pacjentki - mam dla pani dobrą wiadomość.
- Ja nie nazywam sie Nowakowa tylko Nowakówna.
- W takim razie mam dla pani złą wiadomość.

 

Nie radzę panu palić, pić alkoholu i... kochać  się - mówi lekarz do pacjenta po ciężkiej chorobie.
Po dwóch miesiącach  wstrzemięźliwości mężczyzna nie wytrzymał i zapalił papierosa.
- No tak,  palić to możesz... - dogaduje żona

Ogłoszenie w gazecie: Sprzedam encyklopedię Britanica. 40 tomów. Stan bardzo dobry. Nie będzie mi już potrzebna. Ożeniłem się tydzień temu. Żona wie, k...wa, wszystko najlepiej.


Facet spędza popołudnie u kochanki. Nagle niespodziewanie do domu wraca jej mąż. Kochanka szybko bierze worek ze śmieciami, daje stojącemu w drzwiach mężowi i mówi:   - Kochanie, proszę cię wynieś śmieci.

Facet w tym czasie wymknął się niepostrzeżenie i idąc do domu myśli o swojej kochance w samych superlatywach: „Ta moja kochanka jest inteligentna, sprytna, ależ ona to wymyśliła". Wchodzi do domu, a tu żona daje mu worek ze śmieciami i mówi:   - Kochanie, proszę wynieś te śmieci. Facet nic nie mówiąc bierze worek, idzie w kierunku śmietnika i mruczy do siebie pod nosem:   - K..wa mać, cały dzień w domu siedzi i nawet nie może śmieci wynieść!

 

Stoi sobie  taka biedna, mała dziewczynka. Ubrudzona, zasmarkana.
Przechodzącemu  dziadkowi zrobiło się jej żal i mówi do niej:
- Chcesz dziewczynko na  pączka? A ona: - A jak to jest, k..wa, „na pączka”?

Facet budzi się13.00. na potwornym kacu. Patrzy, na stole cztery schłodzone butelki piwa i list następującej treści:: "Kochanie, wypoczywaj, jakbyś czegoś potrzebował to zadzwoń, zwolnię się z pracy i przyjadę. - Twoja kochająca żona". Zaskoczony facet  pyta syna co się stało, czy wrócił wczoraj z kwiatami, pierścionkiem lub czymś w tym rodzaju, nic bowiem nie pamięta.
Syn na to: - Coś ty, przyszedłeś o piątej nad ranem kompletnie pijany, awanturowałeś się, a gdy matka ściągała ci spodnie powiedziałeś: "Spie... ty stara ku..., ja jestem żonaty".

 

Wędkarz wybrał się na połów. Kiedy doszedł już nad rzekę stwierdził że zapomniał zanęty ...Wracać mu się nie chciało....Rozejrzał się i zobaczył małego węża, który akurat upolował robaka. Zabrał mu tego robaka ale jakoś żal mu się zrobiło węża ...Otworzył puszkę z piwem i wlał wężowi parę łyczków ..Wąż przełknął i zniknął w lesie... Godzinę później wędkarz poczuł stukanie w nogę ...To był wąż, który przyniósł mu 3 robaki.

 

Para wybrała się na zimowe ferie do małego, romantycznego domku, gdzieś w górach. On od razu poszedł do drewutni po drwa do kominka. Po powrocie
krzyczy: - Kochanie, jak strasznie zmarzły mi ręce!

- Włóż je miedzy moje uda i ogrzej - odpowiada ona czule.

Jak powiedziała, tak zrobił i to go rozgrzało. Zjedli obiad i on poszedł
narąbać jeszcze trochę drewna. Po powrocie wola: - Kochanie, ależ mi zimno w ręce!
- Włóż je miedzy moje uda i ogrzej - odpowiada ponownie dziewczyna. Nie
trzeba mu było dwa razy powtarzać. Po kolacji chłopak udał się po zapas
drewna na cala noc. Ledwo wrócił, od razu wola: - Jejku, jejku, kochanie, jak mi zimno w ręce!

- Ręce, ciągle ręce i ręce! - nie wytrzymuje dziewczyna. - A uszy to ci nie
marzną?

 

Pewien dżentelmen biegnie co tchu do toalety, czuje, że za chwilę zrobi w spodnie... Gdy dociera na miejsce oczom jego ukazuje się najgorszy z możliwych w takiej sytuacji koszmar: Przed męskim WC kolejka na 30 metrów. Długo się nie zastanawiając pędzi do damskiej toalety:

- Błagam niech mnie pani wpuści bo zaraz będzie bardzo źle!! - prosi pisuardessę. Babcia klozetowa ulitowała się ale ostrzega:

- Niech pan pod żadnym pozorem nie naciska czerwonego guzika!!

Szczęśliwy facet ląduje w kabinie i z wielką ulgą załatwia swój interes. Siedzi sobie, spogląda rozanielony przed siebie i widzi trzy przyciski - niebieski, zielony i czerwony. Zaciekawiony naciska niebieski i czuje przyjemne łaskotanie i delikatne pocieranie a za chwilę głos z głośnika informuje:

- Pupa umyta....

Super!- myśli facet. Ale te babeczki mają tutaj bajer, muszę wypróbować zielony i bez namysłu naciska zielony guzik. Rozlega się cichy szum, gość czuje ciepłe powietrze owiewające pośladki a głos informuje: pupa wysuszona.....

- Ej! To fantastyczne! - myśli sobie. - Co jest ukryte pod czerwonym guzikiem? Na pewno ukoronowanie tych przyjemności! Naciska więc uśmiechnięty czerwony guzik, czuje nieprawdopodobny ból, a głos informuje: Tampon wyjęty!!!

 

Cowboy wszedł do baru i zamówił drinka. Gdy wpijał swoją whiskey, młoda laska usiadła obok niego. Uśmiechając się do niego zapytała: Czy jesteś prawdziwym Cowboyem? A on odpowiedział: Chyba tak, całe życie spędziłem na ranczach pilnując stada bydła, karmiąc konie i naprawiając płoty, a więc jestem prawdziwym Cowboyem. A ty kim jesteś? - zapytał Cowboy. Ona zaś powiedziała: Jestem lesbijką. Cały dzień myślę o kobietach. Jak tylko wstaję to myślę o kobietach, gdy kąpię się myślę o kobietach. Gdy oglądam TV myślę o kobietach. Zawsze myślę o kobietach.

Chwilę potem jakiś facet przysiadł się do Cowboya i spytał: Czy jesteś prawdziwym Cowboyem? Na to cowboy odpowiedział: Do tej pory tak myślałem, ale przed chwilą zrozumiałem, iż jestem lesbijką.


Facet przyszedł do sklepu myśliwskiego, kupić nowy celownik teleskopowy do ulubionej dwururki. Sprzedawca podał mu teleskop i powiedział: - Niech pan wypróbuje. Proszę popatrzeć na tamto wzgórze, powinien pan zobaczyć mój dom. - Facet zastosował się do zaleceń sprzedawcy i po chwili zaczął się śmiać. - Co w tym śmiesznego? - zapytał sprzedawca.- Widzę nagiego mężczyznę i nagą kobietę baraszkujących w tym domu. Sprzedawca wyrwał mu lunetę, popatrzył, po czym powiedział: - Dam panu za darmo dwie kule, jeśli odstrzeli pan głowę mojej niewiernej żonie i jaja jej gachowi! Klient jeszcze raz przyłożył lunetę do oka: - Wie pan co, chyba potrafię zrobić to jedną kulą...

 

W poczekalni siedziała kobieta z dzieckiem na ręku i czekała na doktora. Gdy ten wreszcie przyszedł, zbadał dziecko, zważył je i stwierdził, że bobas waży znacznie poniżej normy.
- Dziecko jest karmione piersią czy z butelki? - spytał lekarz.
- Piersią - odpowiedziała kobieta.
- W takim razie proszę się rozebrać od pasa w górę.
Kobieta rozebrała się i doktor zaczął uciskać jej piersi. Przez chwilę je ugniatał, masował kolistymi ruchami dłoni, kilka razy uszczypnął sutki. Gdy skończył szczegółowe badanie, kazał kobiecie się ubrać i powiedział:
- Nic dziwnego, że dziecko ma niedowagę. Pani nie ma mleka!
- Wiem - odpowiedziała - jestem jego babcią, ale bardzo się cieszę, że przyszłam.

W pierwszej klasie pani wita nowych uczniów i widzi, że trzech jest identycznych. Pyta: Czy wy jesteście trojaczkami? - Tak - odpowiadają dzieci. - A jak się nazywacie?

- Krzysio - mówi piskliwym głosem pierwsze dziecko.

- Zdzisio - mówi piskliwym głosem drugie dziecko.

- Władysław - mówi basem trzecie dziecko.

Pani pyta:  - A dlaczego wy dwaj macie takie cienkie glosy, a ty taki gruby?

- Bo mama miała tylko dwa cycki i ja musiałem pić piwo.

 

Jestem od roku zaręczony. W przyszłym miesiącu mam wziąć ślub. Matka mej narzeczonej jest nie tylko atrakcyjna, ale mądra i tak wiele rozumiejąca. Zabrała się za organizację wesela, poskładała to wszystko razem i zaprosiła mnie do siebie bym pomógł jej z listą gości, która to lista rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów. Przyjechałem więc do niej, siedliśmy do listy i gdy przycięliśmy ją do około setki... przewróciła mnie na podłogę i przygniotła mnie do ziemi. Powiedziała, że za miesiąc będę już żonatym mężczyzną, więc ona chce teraz się ze mną kochać... Wstała i poszła do sypialni rzucając przez ramię po drodze, że jeśli chciałbym wyjść, to wiem gdzie są drzwi. Stałem oszołomiony tą całą sytuacją jakieś pięć minut, ale wiedziałem jak mam postąpić. Poszedłem wprost do drzwi... Na ulicy, przy mym samochodzie, stał jej mąż - mój przyszły teść. Uśmiechał się. Powiedział, że nie pozwoliłby skrzywdzić swej córki i dlatego zdecydował się z żoną na ten test. Uścisnął mi dłoń i pogratulował mej postawy. Moniko, czy powinienem powiedzieć mej narzeczonej o tym, co zrobili jej rodzice? Czy mam jej rzec, jaki idiotyczny i poniżający "test" przygotowali? Albo może powinienem zatrzymać tę całą historię w tajemnicy, razem z faktem, iż prawdziwym powodem mego wyjścia z domu było to, że prezerwatywy zostawiłem w aucie?

 

 Wchodzi kobieta do apteki i mówi do aptekarza, ze chce kupić  arszenik. -Po co pani arszenik, -pyta aptekarz. -Chcę otruć  mojego męża, który mnie zdradza.

 - Droga pani, nie mogę pani sprzedać arszeniku, aby pani  zabiła męża, nawet w przypadku gdy ma on sex z inną kobietą.

 Na to kobieta wyciąga zdjęcie na którym jej mąż kocha się z  żoną aptekarza. – Ooooo! - mówi aptekarz - Nie wiedziałem, że ma pani receptę...


Pewnego dnia, podczas pracy nad brzegiem rzeki drwalowi wypadła siekiera i wpadła do wody. Drwal usiadł i zaczął płakać. Nagle objawił mu się Bóg i zapytał: - Dlaczego płaczesz? Drwal odpowiedział, że siekiera mu wpadła do wody. Bóg zstąpił na ziemię, wszedł do wody i po chwili wyłonił się ze złotą siekierą. - To Twoja siekiera? – zapytał. - Nie - odpowiedział drwal.

Bóg ponownie się zanurzył i po chwili trzymał srebrną siekierę pytając drwala czy to jego. - Ta również nie jest moja - odparł drwal. Bóg po raz trzeci się zanurzył i wyjął z wody żelazną siekierę. - A może ta? - Tak, to moja siekiera - ucieszył się drwal.

Bóg był zadowolony, że taki uczciwy człowiek chodzi po ziemi i w nagrodę podarował mu wszystkie trzy siekiery. Drwal wrócił do domu szczęśliwy. Następnego dnia drwal spacerował nad brzegiem tej samej rzeki wraz z żoną. Nagle żona potknęła się i wpadła do wody. Drwal usiadł na brzegu rzeki i zaczął płakać. Ponownie objawił mu się Bóg i zapytał: - Dlaczego płaczesz?
Drwal odpowiedział, że żona mu wpadła do wody. Bóg jeszcze raz zstąpił na ziemię, wszedł do wody i po chwili wyłonił się wraz z Jennifer Lopez. - To Twoja żona? – zapytał - Tak - odparł drwal. Bóg się na poważnie zdenerwował: - Ty kłamco! To nie jest prawda! To nie jest Twoja żona!

Drwal odparł: - Boże wybacz mi, to nieporozumienie. Widzisz, jeśli powiedziałbym „nie” Jennifer Lopez, wróciłbyś i wyszedł z Cameron Diaz, i jeśli znowu powiedziałbym „nie”, poszedłbyś trzeci raz i wrócił z moją żoną, której powiedziałbym „tak”, a wtedy otrzymałbym wszystkie trzy. Ale Panie, jestem tylko biednym drwalem, nie dałbym rady dbać o trzy żony, dlatego właśnie powiedziałem „tak” za pierwszym razem.

Jaki z tego morał? Ano morał z tego taki, że jeśli już mężczyzna kłamie, to zawsze w pożytecznym i zaszczytnym celu!

 

Policjant zatrzymuje dresiarza w BMW:
P: Dokumenciki proszę...
D: Nie mam dokumencików...
P: Ach tak, bez dokumencików jedziemy?
D: Proszę, tu mam zaświadczenie o kradzieży dokumentów, mam jeszcze tydzień na wyrobienie nowych...
Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza. Obchodzi więc samochód patrząc badawczo, uśmiecha się szeroko i mówi:
P: No proszę, jedziemy autkiem na niemieckich numerach?
D: A tak, proszę bardzo - mienie przesiedleńcze, mam jeszcze dwa tygodnie na zarejestrowanie - podaje policjantowi dokument. Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza... Poirytowany każe otworzyć bagażnik – a w bagażniku trup!
P: A to co!?!
D: To Wujek Rysiek, proszę oto akt zgonu - podaje policjantowi dokument. Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza
P: No, akt zgonu w porządku, ale tak nie wolno przewozić zwłok ...
D: Proszę tu jest pozwolenie na transport zwłok, jutro pogrzeb w kaplicy Świętego Jana w Krakowie - podaje policjantowi dokument.
Policjant sprawdza, pieczęcie, podpisy wszystko się zgadza.
Zdesperowany zagląda do bagażnika, zauważa coś i pyta triumfalne:
P: A dlaczego denat ma lokówkę elektryczną w odbycie?!
Dresiarz spokojnie podaje mu dokument:
D: Proszę bardzo - oto ostatnia wola Wujka Ryśka...

 

Pierwszego dnia szkoły, przed rozpoczęciem lekcji, nauczycielka przedstawia nowego ucznia amerykańskiej klasie:  - To jest Sakiro Suzuki z Japonii. Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi:
- Dobrze, zobaczymy jak sobie radzicie z historią. Kto mi powie, czyje to są słowa: "Dajcie mi wolność albo śmierć"?  W klasie cisza jak makiem zasiał, tylko Suzuki podnosi rękę i mówi: 

- Patrick Henry, 1775 w Filadelfii.
- Bardzo dobrze Suzuki. A kto powiedział: "Państwo to ludzie, ludzie nie powinni więc ginąć"? Znowu wstaje Suzuki: - Abraham Lincoln, 1863 w Waszyngtonie.
Nauczycielka spogląda na uczniów z wyrzutem i mówi: - Wstydźcie się. Suzuki jest Japończykiem i zna amerykańską historię lepiej od Was! W klasie zapadła cisza i nagle słychać czyjś głośny szept:  - Pocałuj mnie w dupę pieprzony Japończyku!   - Kto to powiedział? - krzyknęła nauczycielka, na co Suzuki podniósł rękę i bez czekania wyrecytował:  - Generał McArthur, 1942 w Guadalcanal, oraz Lee Iacocca, 1982 na walnym zgromadzeniu w Chryslerze. 

W klasie zrobiło się jeszcze ciszej i tylko dało się usłyszeć cichy szept:  - Rzygać mi się chce...
- Kto to był? - wrzasnęła nauczycielka, na co Suzuki szybko odpowiedział:  - George Bush senior do japońskiego premiera Tanaki w 1991 podczas obiadu. Jeden z naprawdę już wkurzonych uczniów wstał i powiedział kwaśno: - Obciągnij mi ...!
Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem: - To już koniec. Kto tym razem?
- Bill Clinton do Moniki Levinsky w 1997 roku w Gabinecie Owalnym w Białym Domu – odparł Suzuki bez drgnienia oka. Na to inny uczeń wstał i krzyknął: - Suzuki to kupa gówna! - Na co Suzuki:  - Valentino Rossi w Rio na Grand-Prix Brazylii w 2002 roku.
Klasa już całkowicie popada w histerię, nauczycielka mdleje, gdy otwierają się drzwi i  wchodzi dyrektor: - Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem. - Na co odpowiada Suzuki:  - Leszek Miller do wicepremiera Hausnera na posiedzeniu komisji budżetowej w Warszawie w 2003 roku.

 

- Mamusiu, jezdem w ciąży.

- Bój się Boga! Dwa miesiące przed maturą, a ty mówisz „jezdem"?

 

- Panie doktorze, w jakiej pozycji będę rodzić?

- W takiej samej w jakiej nastąpiło poczęcie.

- Niech mnie pan nie straszy! Jak ja urodzę na tylnym siedzeniu samochodu z nogą wysunięta przez okno?!

 

Do apteki zgłasza się przygarbiona staruszka:

- Poproszę 30 prezerwatyw!

- A na co to pani, babciu? - pyta się farmaceutka.

- Na ból głowy.

- Kondomy na ból głowy pomagają?!

- A tak. Jak zapakuje mojej wnuczce do tornistra 30 prezerwatyw, to potem chętnie biegnie do szkoły i przez cały miesiąc głowa jej nie boli.

 

Pomiędzy ambasadami USA i CCCP zorganizowano wymianę sekretarek.
Po dwóch tygodniach amerykańska sekretarka pisze depeszę do swoich:
„Moi drodzy, tu jest okropnie. Zero automatyzacji, ciągle robię czaj szefowi, a spódnicę to dostałam taka długą, że ledwo chodzę".
W tym samym czasie wędruje depesza do Rosji:
"Moi drodzy, tu jest okropnie. Wszędzie te komputery, światełka, guziki, nie mam co robić, nudzę się. A spódnicę to mi dali taką krótką, że mi chyba widać jaja i kałacha"

 

Kobitka w autobusie trzyma się ręką górnej poręczy.
Niestety pech chciał, że nie ogoliła się pod pachą i było widać włosy. Obok siedzi trochę podcięty facet, który mówi: - Ty baletnica! Opuść tę nogę!

- Wiesz Ada - mówi przez telefon Monika do koleżanki - ja i Jacek kochamy się ...

- To nie mogłaś zadzwonić jak już skończycie ...

 

 Wchodzi facet do baru z krokodylem.
- Proszę wyjść ! On jest niebezpieczny !

- On jest bardzo miły, i nikomu nie zrobi krzywdy, mogę to udowodnić.
- Dobrze, jeżeli wszyscy goście uznają, że nie ma zagrożenia, to może pan zostać.
Facet prowadzi krokodyla na środek, wali pięścią trzy razy w łeb krokodyla i mówi: -Otwórz gębę ! Krokodyl otwiera, a facet zdejmuje gacie i wkłada przyrodzenie do środka, następnie wali znowu trzy razy i mówi: - Zamknij gębę ! Krokodyl zamyka, i wszyscy widza jak zęby krokodyla zatrzymują się o centymetry od ważnych organów. Facet chowa interes i mówi:
- Może ktoś chce spróbować ?
Odzywa się kobiecy głos:
- Ja, ale niech pan nie bije mnie tak mocno w głowę.

 

Był sobie człowiek dobry, mądry, ale bardzo brzydki. Namówiony przez przyjaciół, poddał się operacji plastycznej. Niestety, kiedy wychodził ze szpitala, wpadł pod ciężarówkę i zginął. Jego dusza powędrowała do nieba. Kiedy stanął przed obliczem Boga, zapytał z żalem:
- Dlaczego mi to zrobiłeś, Boże?
- Wybacz synu, ja cię po prostu nie poznałem.

 

Rok 1950, zjeżdżają się uczestnicy Kongresu Pokoju we Wrocławiu.
Jedna biuralistka do drugiej:
"Wiesz, właśnie byłam na dworcu jak przyjechał Joliot-Curie. I wiesz, wzięłam go za Picassa."
"Nie żartuj, tak przy wszystkich?!"

 

Sierotka Marysia idzie do łazienki wykąpać się. Krasnoludki chcą ją podglądać, jednak są za małe, aby dosięgnąć dziurki od klucza. Uradziły więc, że staną jeden na drugim, a ten na górze będzie ją podglądał i będzie mówił pozostałym co widzi. Gdy już dosięgnął dziurki od klucza, mówi:
- Zdjęła stanik!
- Zdjęła stanik, zdjęła stanik, zdjęła stanik - powtarzają szeptem jeden drugiemu, aż wieść doszła do stojącego na dole.
- I co, i co, i co? - pytanie wraca do tego na górze.
- Zdjęła majtki!
- Zdjęła majtki, zdjęła majtki, zdjęła majtki...
- I co, i co, i co?
- Nic, stoi.
- Mnie też, mnie też, mnie też...

 

Idzie sobie Czerwony Kapturek. Idzie idzie. A tu wilka nie ma. Szuka, woła, wilka ni widu, ni słychu. Głupia sprawa - myśli - bez wilka bajka nieważna. W końcu dotarł Cz. Kapt. do babci, ale tu też nie ma wilka. Babcia zdenerwowana, wilk dawno powinien tu być i ją zjeść - a tak to bajka może nie wyjść. Dzwonią po leśniczego. Leśniczy przyjechał w te pędy. Radzą co robić, wilka nie ma, bajka nieważna a dzieci słuchają. Postanowili poszukać wilka w lesie. Chodzą, wołają. Wreszcie patrzą, a na polance leży wilk. Rozwalony, prawie się nie rusza. Cała trojka skoczyła do wilka:
- Te, wilk, bajka zawalona, kapturka w lesie przegapiłeś, babci nie zjadłeś, co jest?
Wilk na to:
- Dajcie wy mi wszyscy spokój. Jestem kompletnie zjebany. Całą noc tańczyłem z Kevinem Costnerem.

 

Do przedziału wagonu kolejowego wchodzą trzy osoby: kobieta, młody mężczyzna i ksiądz. Zaczyna się długa podróż, więc aby skrócić czas wszyscy wyjmują gazety, traf chciał, że takie same i zaczynają rozwiązywać krzyżówkę. W pewnej chwili odzywa się kobieta:
- Czy któryś z panów może wie, co to może być: 7 pionowo, część ciała kobiety, na pięć liter, pierwsza "p", ostatnia "a".
- Pięta - odpowiada chłopak.
- Czy ktoś z państwa ma gumkę? - pyta ksiądz.

 

Chodnikiem biegnie przerażona kobieta, a za nią groźnie sapiąc wielki mężczyzna. W końcu ona nie ma już sił. Staje, odwraca się do niego i krzyczy:
- Poddaję się, niech mnie pan gwałci, tylko nie zabija!
- Gwałć się pani sama, ja się spieszę na pociąg!

 

W związku szachistów powstały wątpliwości czy zwrot "szachuje" jest poprawny. Tak więc szachiści postanowili napisać do doktora Miodka. Doktor Miodek odpisał, że owszem tak, ale lepiej używać zwrotu "ciszej panowie".

 

Ostatni spadochroniarz wraca do stanów z wojny w zatoce. Na lotnisku reporter pyta go o to, jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobi, gdy znajdzie się już w domu.
- Jest to bardzo osobiste pytanie - mówi żołnierz - Mam piękną, młodą żonę, której nie widziałem od ośmiu miesięcy.
- No tak rozumiem -odpowiada reporter - W takim razie jaka będzie druga rzecz, którą zrobisz?
- Cóż, myślę że zdejmę spadochron

 

Facet ze wsi dowiaduje się od lekarza, że jest nieuleczalnie chory i wkrótce umrze:
- Panie doktorze, ale mam jedno życzenie: aby pan napisał, że umarłem na AIDS.
- Dlaczego, przecież pan ma raka?
- Są trzy powody: pierwszy to taki, ze nikt we wsi jeszcze nie umarł na tą chorobę. Drugi, że ten, który obrabiał moją żonę, będzie się teraz bał. Trzeci, że nikt jej już do końca życia nie ruszy.

 

Motocyklista jadący z prędkością 230 km/h zobaczył przed sobą małego wróbelka na wysokości twarzy. Starał się jak mógł, żeby go uniknąć, ale przy tej prędkości nic się nie dało zrobić. Uderzony ptak przekoziołkował i upadł na asfalt. Motocyklista, poruszony trochę wyrzutami, zatrzymał się i wrócił po ptaka. Ponieważ wyglądało na to ze wróbelek żyje, zabrał go z asfaltu. W domu umieścił go w klatce, włożył do niej trochę jakiegoś pożywienia i wodę w miseczce.

Rano wróbelek ocknął się. Popatrzył na wodę, popatrzył na jedzenie, popatrzył na pręty klatki przed sobą i mówi: O kurwa.. zabiłem motocyklistę.

 

Syn Ignaca wrócił z wojska i Ignac zaczyna szukać mu kandydatki na żonę. Poszedł do sąsiedniej wsi, a gdy wrócił, oznajmia synowi:

- Znalazłem ci narzeczoną.

- Ładna?

- Jeszcze jak! Żebyś ty widział, jak szybko potrafi widłami słomę zrzucić z furmanki!

 

Kuzyn z miasta odwiedza bardzo zaniedbane gospodarstwo rolne Antka.

- Nic na tej ziemi nie rośnie?

- A no nic - wzdycha Antek.

- A jakby tak zasiać kukurydzę?

- Aaa... jakby zasiać, to by urosła.

 

Zagadka
- Kiedy Eskimos wie, że jest siarczysty mróz?

- Wtedy, kiedy mu się psy łamią na zakrętach.

 

 Spotyka się dwóch kolegów, jeden mówi:
 - Wyobraź sobie, wczoraj na ulicy facet powiedział na mnie "gej"!
 - I co?
 - A ja go pudrem w oczy i torebką po głowie, i torebką!

Dawno, dawno temu gdzieś strasznie daleko było sobie królestwo, w którym królował król erotoman. A że w jego okolicy zabrakło mu już podniet, wysłał swojego rycerza w świat, aby miał przygody i po powrocie miał co opowiadać. Gdy rycerz po kilku latach wrócił, król wezwał go do siebie i kazał opowiadać. Rycerz opowiada:

- Za górami, za lasami,...... spotkałem strasznego trzygłowego smoka, który więził piękną blond dziewicę, księżniczkę. Walczyłem z nim trzy tygodnie i w końcu zwyciężyłem.
- No i co, i co zrobiłeś z ta księżniczką? - dopytywał się król.
- Eeeee.... zignorowałem ją i poszedłem dalej.
- Uuuuu... - mruknął niezadowolony król - i co było później?
- Za kolejnymi górami, lasami, jeziorami ... spotkałem straszliwego pięciogłowego smoka, który również więził piękną blond dziewicę, księżniczkę. Walczyłem z nim dwa miesiące i zwyciężyłem.
- No i co, i co zrobiłeś z tą księżniczką?
- Eeeee.... zignorowałem ją i poszedłem.
- Uuuuuu... no i co dalej? - król był już wyraźnie zniechęcony.
- Za 10 jeziorami, 5 oceanami, 6 górami ,.... spotkałem straszliwego dziesięciogłowego smoka, który więził piękną księżniczkę. Walczyłem z nim pół roku aż zwyciężyłem.
- No i co z tą księżniczką? Też ją zignorowałeś?
- Jasne!...  Ze trzy razy.

Wypijmy za to, żeby nas nigdy żadna władza nie ignorowała!

 

Czterech dresiarzy jechało swoim nowiutkim audi A4. Nagle walnął w nich "maluch". Wkurzeni wysiedli, podeszli do drzwi malucha, jeden wybił szybę i wyciągnął przez nią kierowcę malucha i mówi: - No, to teraz będzie wpierdziel! 
- Ależ panowie, to niesprawiedliwe! Ja tu jestem sam, słaby, mały, a was jest czterech. 
Dresiarze odwrócili się, aby omówić sytuację. Po chwili odwracają się i jeden z nich mówi: 
- No dobra, to Basior i Grucha będą walczyć po twojej stronie. 

 

Jedzie kobieta taksówką, po dojechaniu na miejsce przeznaczenia mówi kierowcy, że nie ma pieniędzy. Kierowca spokojnie rusza, jedzie za miasto i zatrzymuje się na małej polance. Wysiada z samochodu, podchodzi do bagażnika i wyciąga wielki koc. Przestraszona kobieta mówi:
- Proszę pana, niech pan mi nic nie robi, ja mam męża i dzieci!
A kierowca spokojnie odpowiada: - A ja 40 królików, rwij trawę.

 

Przychodzi do apteki gość i się pyta:
- Czy są prezerwatywy o smaku bananowym? - na co pani mu odpowiada że nie ma ale dostawa będzie za tydzień.
- A jagodowe?
- Nie ma.
- A truskawkowe,… wiśniowe,… też nie? To może o smaku malinowym?
Na to pan stojący obok mówi: Pan się chce kochać, czy kompot robić?

 

Szedł facet ulica i zobaczył nowy sklep. Myśli sobie - wpadnę. Wita go miły, uśmiechnięty sprzedawca: - Dzien. dobry, w czym możemy panu pomóc, co chciałby pan kupić?
Facet się zastanowił i mówi: - Rękawiczki.
- To proszę podejść do tamtego działu.
Facet idzie do wskazanego działu i mówi: - Potrzebuje rękawiczki.
- Zimowe czy letnie?
- Zimowe.
- To proszę przejść do następnego działu.
Facet poszedł: - Dzień dobry, potrzebuję zimowe rękawiczki.
- Skórzane czy nie?
- Skórzane.
- To proszę podejść do działu następnego.
Facet podenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska: - Chcę kupić zimowe, skórzane rękawiczki.
- Z klamerką czy bez?
- Z klamerka.
- Proszę podejść do następnego stoiska.

Facet już tęgo wkurzony, ale idzie nic nie mówiąc: - Potrzebuje rękawiczki, zimowe, skórzane, z klamerką.
- Klamerka na zatrzask czy na rzepy?
- Na rzepy.
- Zapraszam do działu naprzeciwko.
Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy: - Proszę przestać nade mną się znęcać, dajcie mi rękawiczki i pójdę sobie!
- Proszę pana, proszę nabrać cierpliwości, chcemy panu sprzedać dokładnie takie, jakie pan potrzebuje.
Facet podszedł do kolejnego działu:- Proszę o rękawiczki zimowe, skórzane, z klamerką na rzepy.
- A jaki kolor?
Aż tu nagle otwierają się drzwi do sklepu, wchodzi klient z sedesem świeżo wyrwanym z podłogi, od którego odstają kawałki glazury, niesie go na wyciągniętych rękach, podchodzi do lady i krzyczy:
- Taki mam sedes, taka glazurę, dupę wam wczoraj pokazałem, dajcie mi wreszcie papier toaletowy!

 

Stoi mały Jasio na przystanku i czeka na tramwaj. Obok stoi elegancka paniusia. Nagle zawiał wiatr i poderwał jej spódnicę do góry. Złapała, szybko opuściła na dół i mówi do Jasia:
- Mam refleks, chłopczyku, prawda?
- Nie wiem jak pani, ale my na to mówimy cipa.

 

Jasio wrócił ze szkoły i ojciec pyta go jak poszło.
- Z matematyki dostałem piątkę i raz w mordę.

- A za co?!
- Pani pyta: 'Ile to jest 6 razy 4'. No to powiedziałem, że 24. I dostałem piątkę. 'A ile to jest 4 razy 6' - ona mnie zapytała.
- A dyć to jeden chuj! - mówi ojciec.
- No właśnie, tak samo jej powiedziałem.

 

Dziewczyna daje anons matrymonialny: ,,Poznam pana, który nie będzie mnie bił, nie odejdzie ode mnie i który będzie dobry w łóżku''. Po kilku dniach słyszy straszne walenie do drzwi. Patrzy przez wizjer - nic. Otwiera drzwi. Na wycieraczce leży facet bez rąk i nóg.

- Nie będę pani bił, bo nie mam rąk. Nie odejdę, bo nie mam nóg. Mam nadzieję, że spełniam wszystkie warunki.

- Okej, a co z seksem?

- W porządku. Pani myśli, że czym ja waliłem w drzwi? Głową?

 

Przychodzi baba do lekarza i mówi: - Panie doktorze, mojego męża ugryzła pszczoła.
- Gdzie?
- W tego... no wie pan... W przyrodzenie. 
- Rozumiem. A czego pani ode mnie oczekuje?
- Niech pan da mężowi coś, żeby ból minął, a opuchlizna została.

 

Idzie wędkarz przez las z dwoma wiadrami pełnymi ryb, gdy nagle spotyka strażnika.

- Udany połów. Mam nadzieję, że ma pan kartę wędkarza?

- Nie mam, ale to są moje rybki z akwarium.

- Rybki z akwarium?

- Wpuszczam rybki do wiaderka, idę nad jezioro, wypuszczam je, żeby sobie popływały i kiedy klasnę dwa razy, wracają do wiaderek.

Strażnik nie uwierzył, więc obaj idą nad jezioro. Wędkarz wypuszcza wszystkie ryby do wody i czeka. Mija piętnaście minut i nic. Zniecierpliwiony strażnik pyta:

- No i co? Niech pan je woła!

- Kogo?

- Rybki!

- Jakie rybki?

 

Po przyjeździe z wczasów, mamusia sadza Jasia na stołeczek i pyta się go:
- Powiedz Jasiu. Co robił tatuś jak mamusia była na wczasach?
- No wiesz. Przychodziła tu taka ciocia.
- No i co, co?
- No wiesz. Tatuś ją sadzał na stołeczku, zdejmował jej płaszczyk, bluzeczkę.
- No i co jeszcze Jasiu, co? (Jasiu zaczyna się wiercić na stołeczku)
- Zdejmował jej majteczki, staniczek. I robili coś. Nie wiem jak to się nazywa, ale to co ty z wujkiem jak tatuś był na wczasach.

 

Samotna babka około czterdziestki żyła w dzikiej puszczy z dala od ludzi. Za towarzystwo miała tylko czarnego kota. Pewnego dnia siedząc w domu westchnęła do niego:
- Oj, żebyś ty był człowiekiem...
Przechodząca obok dobra wróżka usłyszała to i cyk - kot stał się pięknym, młodym królewiczem! Kobieta zaczęła piać z zachwytu. Królewicz patrzy na nią i mówi:
- Taaaak, a teraz żałuj, że dwa dni temu kazałaś mnie wykastrować!

 

Ekskluzywny autokar z turystami amerykańskimi jedzie przez Nevadę. Przewodnik opisując okolice wspomina że:
- Proszę państwa, właśnie mijamy największy dom publiczny w Stanach Zjednoczonych.
- Dlaczego? - spytał jeden z pasażerów.

 

Była niezła burza i facetowi zerwało blachę z dachu. Trochę ją pogięło, więc przy okazji facet zabrał to do mechanika, żeby wyprostował. Po dwóch dniach mechanik dzwoni do niego:
- Panie, nie mam pojęcia co pan z tym samochodem zrobił, ale za tydzień będzie do odebrania...

 

Jasio przychodzi do domu. Mama krzyczy:
- Dlaczego masz takie brudne ręce?

- Bo bawiłem się w piaskownicy!
- Ale dlaczego masz czyste palce?
- Bo gwizdałem na psa!

 

Pewna rodzina wynajęła sobie studenta do opieki nad synem Jasiem. Jasiu bardzo lubił studenta, a student Jasia. Jednak kiedy Jasiu skończył te (powiedzmy) 12 lat, rodzina postanowiła Jasia uświadomić. A któż się do tego lepiej nadaje niż student? Student oczywiście poprosił o rozmowę z Jasiem na osobności.
- Pamiętasz, Jasiu, co robimy z tymi dziwkami co weekend?
- Oczywiście, że pamiętam!
- To od dzisiaj musisz wiedzieć, że pszczółki i motylki robią to samo.

 

List zrozpaczonej kobiety do seksuologa:
Panie doktorze, zupełnie nie wiem już, co robić. Mój mąż jest nadpobudliwy seksualnie, a przy tym niezmordowany. Bierze mnie bez przerwy, kiedy tylko się odwrócę. Nawet gdy gotuję obiad czy zmywam - nie mam chwili spokoju. Panie doktorze proszę mi pomóc, jestem już u kresu sił.

P.S. Przepra…szam, że tak…  niewyraź… nie piszę.

 

Sierżant wyjaśnia żołnierzom prawo ciążenia:
- Jeśli rzucimy kamień do góry, to musi spaść z powrotem, zrozumiano?

- A co będzie, obywatelu sierżancie, jeśli kamień spadnie do wody?
- Nie zadawajcie głupich pytań, szeregowy Kowalski. Jesteście w artylerii, a nie w marynarce!

 

Podczas seansu w kinie dziewczyna szepce do sąsiada:

- Wspaniale całujesz, Karolu. Czy to dlatego, ze siedzimy dziś w ostatnim rzędzie?

- Nie, to dlatego, że nazywam się Andrzej.

 

Złapali bandyci odzianego w firmowe ciuchy gościa, zawieźli nad rzekę, wepchnęli mu głowę pod wodę. Po 5 sekundach wyciągnęli z wody.

- Forsa jest?

- Niee!

To znowu zanurzyli mu głowę w wodzie. Po dziesięciu sekundach wyciągnęli z wody.

- Drogocenności są?

- Niee!

Znowu do wody. Po piętnastu sekundach wyciągnęli.

- Złoto jest?

- Niee!... Słuchajcie, kurrrrde,  albo mi dajcie jakiś sonar, albo głębiej opuszczajcie, bo w ogóle dna nie widać!

 

Młodzi ludzie podczas intymnego zbliżenia. Ona:

- Ale ty jesteś piękny! Czy ty wiesz, jak to przyjemnie z pięknym mężczyzna uprawiać seks?

On, po chwili zastanowienia: - Nie!

Przychodzi facet do lekarza i się użala:

- Panie doktorze, mam wzwód, kiedy się rano budzę!

- Dlaczego pan narzeka? Przecież to chyba dobrze, nie?

- No tak, ale kiedy idę do ubikacji, to już wzwodu nie mam!

- I prawidłowo. Wzwód wiecznie nie trwa!

Facet po chwili milczenia:

- No tak, ale mi interes wpada do muszli klozetowej!...

 

Podchodzi facet do kiosku Ruchu i prosi o paczkę papierosów. Kioskarka mu podaje.  On patrzy, czyta: ,,Uwaga! Palenie tytoniu powoduje impotencję".  Facet oddaje fajki i mówi: - Pani mi da takie z rakiem!.

 

Do redakcji gazety przychodzi stary Żyd - bardzo zmartwiony, oczy zapłakane. Siada u redaktora naczelnego i mówi: - Zmarła moja żona, chciałbym umieścić w gazecie nekrolog.

Redaktor popatrzył na staruszka i mówi: - Wie Pan, dziś mamy taką promocję, że pierwsze pięć słów jest darmowe. Płaci Pan dopiero od szóstego słowa. Żyd zamyślił się i mówi: - No cóż, to może tak: „Zmarła Helena Rubinstein".

- Ale to dopiero trzy słowa, ma Pan jeszcze dwa za darmo... Może Pan coś jeszcze doda?...

Na to Żyd po namyśle: - No to jeszcze „Sprzedam Opla".

 

Żona wyjechała w delegację. Mąż rankiem bierze dzieciaka i wiezie do przedszkola.
- To nie nasze dziecko - mówi przedszkolanka.
Jadą do drugiego.
- Nie znamy pana synka - słyszy w drugim.
Jadą do trzeciego, czwartego... wszędzie tak samo. Nie znają dzieciaka i już. W końcu młody nie wytrzymał:
- Tato, zaliczmy jeszcze tylko jedno przedszkole, bo się w końcu na lekcję spóźnię.

 

Facet przed wyruszeniem w rejs oceaniczny przychodzi do lekarza, aby ten doradził mu coś na chorobę morską.

- Zjedz z kilogram pomidorów! – powiada lekarz.

- I co, nie będę miał torsji, nie będę „haftował”?

- No nie, ale za to na wodę będzie przyjemniej popatrzeć

 

Myśliwy poszedł na polowanie i zobaczył zająca. Podszedł na 50 metrów, przymierzył, strzelił. Dym się rozwiał, zając dalej siedzi. Podszedł na 20 metrów - to samo. Wnerwiony do najwyższego stopnia przyłożył zającowi lufę do łba, strzelił... Kiedy dym się rozwiał, zając wstał, otrzepał się i pyta: - Porypało cię?...

 

Do celi wchodzi nowy więzień. Współwięzień pyta:

- Słuchaj, ile dostałeś?

- Piętnaście lat.

- A za co?

- Za pomoc medyczną...

- Jak to, za pomoc medyczną?

- No tak. Teściowa miała krwotok z nosa, a ja jej założyłem opaskę uciskową… Na szyję.


Jeden z krajów po dawnym ZSRR. Granica. Podchodzi celnik do Audi Quattro, w którym siedzi pięć osób.

- Audi Quattro, was pięcioro. Jeden musi wysiąść.

- A poza tym nic ci nie dolega?!... Quattro, to chodzi o napęd na koła, a nie o pasażerów!...

- Ja tego nie wiem. Audi Quattro, was pięcioro – jeden musi wyjść.

Po pół godzinie takiej rozmowy żadnych efektów. Jeden z pasażerów powiada:

- Wezwij dowódcę, bo nas tu szlag trafi.

- Dowódca jest zajęty. Bardzo ciężki przypadek. Fiat Uno, a jedzie troje.

 

Kobieta słyszy dzwonek do drzwi. Po chwili otwiera je i widzi kolegę męża, który pracuje z mężem w browarze.
- Mam dla pani złą wiadomość. W browarze był wypadek i pani mąż zginął.
- O Boże! Jak to się stało?
- Wpadł do kadzi z piwem i się utopił.
Kobieta pyta przez łzy:
- Ale czy przynajmniej miał szybką śmierć?
- Obawiam się, że nie. Zanim utonął, wyłaził z kadzi pięć razy, żeby się odsikać. 

 

- Pani mąż jest całkowicie zdrowy, potwierdzają to wszystkie analizy i zdjęcia rentgenowskie - mówi lekarz.
- A nie dałoby się, panie doktorze, żebym była całkowicie spokojna, zrobić sekcji?

Wsadzili dziadka do więzienia. Dziadzio wchodzi do celi pełnej strasznych  zakapiorów:

 - Za co cię posadzili, dziadygo?

 - Za figle.

 - Za jakie k… figle?! Co ty będziesz kit wciskał - gadaj zgredzie za co, bo po tobie!

 - To ja to mogę pokazać! - mówi dziadzio.

 - Tak? No to pokaż! - mówi zaintrygowany „herszt celi”.

 Dziadzio przeżegnawszy się bierze wiadro służące w celi za ubikacje i puka w drzwi. Kiedy uchylił się judasz, dziadzio chlusnął zawartością wiadra przez otwór, odstawił wiadro na miejsce i stanął obok drzwi na baczność.

 Po chwili drzwi się otwierają, staje w nich gromada wk…. wnerwionych klawiszy (w  tym jeden wysmarowany odchodami) i mówią:

 - Dziadek, ty się odsuń na bok, żeby ci się przypadkiem nie oberwało.

 

Leci samolot ze spadochroniarzami. Siedzący za sterem kapitan zwraca się do kolegi obok:

- Sierżancie, idźcie dodać skoczkom trochę odwagi!

Sierżant wychodzi do skoczków i dziarskim głosem wykrzykuje:

- Pasy w jaja nie cisną?...

Otwiera drzwi, wskazuje na niebo, zamyka drzwi i powiada:

- Z niebem trzeba być „na Ty”!

Po czym wraca do kabiny. Kapitan pyta:

- I jak, mają więcej odwagi?

- Jaaaasne!

- To dobrze, bo dziewczęta pierwszy raz skaczą!

 

Chcesz mieć piękną figurę, krągłe biodra i ponętne piersi? Przyjdź do nas natychmiast. Tylko dla mężczyzn powyżej 18 lat.

 

- Oho! – powiedział ginekolog.

- Oho-ho! – odpowiedziało mu echo…

W czasie mszy proboszcz zbiera na ofiarę. Widzi, że kobieta ma odłożoną duża sumę pieniędzy w książeczce, podchodzi do niej, a ona nic nie wrzuca.

- Jak to moje dziecko, nie wesprzesz kościoła?

- Ale, proszę księdza, ja mam odłożone na fryzjera..

- Matka Boska nie chodziła do fryzjera!

- Pan Jezus też nie jeździł mercedesem...

Archeolodzy odnaleźli na głębokości 20m szkielet mamuta. To kolejny dowód na to, że mamuty żyły w norach.

 

Bigamia jest podobno wtedy, kiedy się ma o jedną żonę za dużo. Monogamia często też tak ma.

 

Wykoleił się pociąg wiozący naszych ukochanych przedstawicieli narodu, nasz Sejm umiłowany. Na miejsce pędzą ekipy ratownicze, karetki, śmigłowce i inne ratownicze ustrojstwa. Przyjeżdżają na miejsce, znajdują rozwalony pociąg i ani żywego, ani martwego ducha. Szef ratowników pyta okolicznych włościan: - Gdzie się podziali wszyscy z tego pociągu?

- Ano ... pochowalim!

- To wszyscy zginęli, co do jednego?!

- No... niektórzy mówili, że jeszcze żyją,  ale kto by tam panie politykom wierzył.

 

Para młodych ludzi leży na sianie. – Jasiu – pyta ona – czy ty mnie kochasz?

- Tak, baaardzo cię kocham.

- A wyrwał byś dla mnie rękami brzozę?

- Wyrwę!

- A klon?

- Klon też wyrwę!

- A osikę?

- Wyrwę.

- A sosnę?

- Kurde, tak!... A jeśli zaśniesz, to ci cały las powyrywam!...

 

Matka pisze list do syna w więzieniu: „Ciężko, synku, bez ciebie. Już wiosna, trzeba sadzić kartofle, a ogrodu nie ma kto skopać.”

Syn pisze w odpowiedzi: „Mamo, w ogrodzie nie kop, bo jak coś wykopiesz, to i ciebie posadzą, i dołożą mi z dychę.”

Odpowiedź matki: „Synku, po twoim liście przyjechały menty, przekopali cały ogród ale niczego nie znaleźli – odjechali strasznie źli, zarazy jedne.”

Syn: „Mamo, ile mogłem – tyle pomogłem. Kartofle sadź sama.”


Wraca pijany jak bela facet do swojego domku jednorodzinnego. Już jest przed domem i nagle wyrżnął twarzą w gałąź. Zezłościł się strasznie i postanowił, że ją zetnie - ma przecież w domu piłę. Wchodzi do domu i od progu woła do żony:
- Gdzie piła!
Żona wychodzi z kuchni z deka przestraszona i mówi:
- Ja nie piła ...
- Pytam się jeszcze raz, gdzie piła - groźnie syczy mąż
- U sąsiada... - żona piszczy
- A czemu dała?
- Bo piła....

 

Pewnej nocy wracał sobie człowiek do domu, samochodzikiem ulicami pomykał, słuchał muzyki, zamyślony, nie dostrzegł czerwonego światła i przejechał na nim. Pech chciał, że za skrzyżowaniem stał radiowóz. Lizak zafalował w powietrzu. Kierowca zjechał na pobocze, szykuje już się do rozmowy, obrony czy tam czegokolwiek innego, bardziej materialistycznego, byleby szybciej znaleźć się w domowych pieleszach. Uchyla okno i widzi ekstra policjantkę, urodziwą niemożebnie i o niesamowicie wyraźnych kształtach. Policjantka bez zbędnych ceregieli (pewnie nowa była i nie wiedziała, co za bardzo powiedzieć):
- Wszystko co pan powie, może zostać użyte przeciwko panu!
- Cycki! - wyrzucił szybko z siebie zafascynowany mężczyzna.

 

W aptece stoi spora kolejka, w niej jakaś babula, zaś przed babulą bardzo młode (choć tu i ówdzie bardzo rozwinięte) dziewczę.  Dziewczyna pochyla się ku sprzedawcy i cicho mówi:

- Dwie prezerwatywy… i buteleczka „walerianki”.

Na to babcia:

- Widzicie ją, boi się!… Jak chcesz to cię zastąpię.

 

Poszedł facet przed świętami wyciąć choinkę do lasu. Tak szukał i szukał, że w końcu zabłądził. Chodzi więc po lesie i krzyczy. W pewnym momencie ktoś go szturcha z tyłu w ramię. Odwraca głowę, patrzy a tu stoi wielki niedźwiedź, z pianą w pysku, który pyta:
- Co tu robisz?
- Zgubiłem się - odpowiada facet.
- Ale czego się, kurna, tak drzesz? - pyta znowu wściekły niedźwiedź.
- Bo może ktoś usłyszy i mi pomoże. - mówi gość.
- No to, kurna, ja usłyszałem. I co ... pomogło ci?

 

Rząd Ukrainy zastanawia się co zrobić z ziemią wokół Czarnobyla. - Jeśli nie możemy tam nic uprawiać, ani ziemniaków, ani kukurydzy... To może zasiać tytoń, a na paczkach papierosów umieścić napis: Ministerstwo Zdrowia ostrzega po raz ostatni...

Przychodzi facet do seksuologa. Ten go pyta: Kiedy miał pan ostatnio stosunek?
- Oj panie doktorze tak dawno, że nie pamiętam. Zadzwonię do żony, może ona wie. Wykręca numer i mówi:
- Basia, kiedy ostatni raz uprawialiśmy seks?
- A kto mówi?...

Przychodzi sprzątaczka na policję i mówi że została zgwałcona
- Ale jak to? - pyta policjant,
- A tak to… Myłam na kolanach podłogę w wieżowcu i podszedł ochroniarz i zaatakował mnie z tyłu.
- I pani się nie broniła?
- Ależ się broniłam, ale on był silny i wziął mnie od tyłu...
- To nie mogła Pani uciec do przodu, jeśli Panią zaatakował od tyłu?

- Jak mogłam?!... Przecież z przodu już miałam pomyte!

 

Doktor bije się z myślami: - Przecież nie jestem pierwszym lekarzem, który spał ze swoją pacjentką! – To go trochę uspokoiło, ale odezwał się w nim głos wewnętrzny: - No tak, Stefan, ale ty jesteś weterynarzem!

 

Przychodzi Jasio z przedszkola. Buzia cała podrapana, aż przykro patrzeć.
 - Co się stało, Jasiu? - krzyczy mama.
 - Aaaaaa... Tańczyliśmy wokół choinki. Dzieci było mało, a jodełka spora.

 

 W środku zimy turyści pytają starego górala:  Baco, dlaczego nie zaprzęgasz koni? 
- Bo nie mam sań. 
- Dlaczego sobie ich nie zrobisz? 
- Bo nie mam drewna. 
- A dlaczego sobie nie przywieziesz drewna z lasu? 
- Niby czym? Przecież mówiłem, że nie mam sań. 

 

Lepsze niż ZUS.... Po przeszło czterdziestu latach pracy w zawodzie listonosza przyszedł czas na emeryturę. Okoliczni mieszkańcy, każdy na swój sposób, postanawiają podziękować mężczyźnie za wieloletnią pracę. Kiedy przychodzi do pierwszego domu, otrzymuje czek na sto złotych. W kolejnym domu dostaje pudełko kubańskich cygar, w trzecim – butelkę drogiej whisky. Kiedy dochodzi do czwartego domu, drzwi otwiera piękna, skąpo

odziana blondynka. Zaprasza go do środka, zaciąga do sypialni – wiadomo po co. Potem kobieta przygotowuje królewski posiłek, a na koniec podaje kawę z banknotem dziesięciozłotowym pod filiżanką. Zaciekawiony listonosz pyta blondynkę: - To, co pani dla mnie zrobiła, było wspaniale, ale, po co ta dycha?

Kobieta wyjaśnia mu: - Zastanawialiśmy się z mężem, jaka niespodziankę panu zrobić w ostatnim dniu pracy i mąż powiedział: ,,Pieprz go... I daj mu dychę´´. No, a posiłek wymyśliłam sama.

 

Nauczycielka pyta dzieci:
- Jakie warzywo sprawia, że oczy łzawią?

- Rzepa, proszę pani - wyrywa się z odpowiedzią Jaś.
- Nie Jasiu, zapewne miałeś na myśli cebulę.
- A oberwała kiedyś pani rzepą po jajach?...

 

- Babciu rozerwała mi się prezerwatywa!
- Rozerwała? - znaczy się, rośniesz wnusiu!

Jest niedziela, czas wypłaty kieszonkowego... Ojciec wyciąga portfel i mówi do syna:
- Możesz jak zwykle dostać 100... Albo możesz dostać 1000 i lanie od matki, jeżeli powiesz jej, że te czarne stringi, które znalazła w naszym samochodzie, należą do twojej dziewczyny.

 

Wpisy do dzienniczka

  • Rysuje trumny na marginesach, twierdząc, że zakłada przyszkolny zakład pogrzebowy, a ja mogę być pierwszym klientem.
  • Mariusz narysował w zeszycie do niemieckiego członek męski i wmawia nauczycielce, że to św. Mikołaj.
  • Córka bezcześci eksponaty w pracowni biologicznej, wkładając cietrzewiowi w dziób papierosa.
  • Wysłany z gąbką wrócił z wiadrem i szmatą.
  • Męska cześć klasy odmówiła wyciagnięcia fletów.

 

Dentysta schyla się nad pacjentem i ma zamiar rozpocząć borowanie, nagle zastyga w bezruchu i pyta nieufnie:
- Czy mi się to tylko wydaje, czy też trzyma pan rękę na moich jądrach?
Pacjent:
- To tylko taka mała asekuracja. Bo przecież nie chodzi o to, żebyśmy sobie zadawali ból, prawda panie doktorze?

 

Egzaltowana turystka mówi do górala:
- Ależ pan musi być szczęśliwy... patrzy pan na zaślubiny górskich szczytów z obłokami, widuje pan zachodzące słońce wypijające czar niknącego tajemniczego dnia...
- Oj widywałem ja, widywałem - przerywa góral - ale już teraz nie piję.

 

Sędzia: - Oskarżony zabił listonosza kluczem francuskim…
Krzyk na sali: - W mordę! A tu sukinsyn!
Sędzia: - Cisza!... później zabił sprzedawcę gazet łopatą…
Krzyk na sali: - Och ty gnido!
Sędzia: - Ciszej!... a następnie bezlitośnie pozbawił toporem życia…
Krzyk na sali: - Ach, ty gadzie! Żebyś zdechł!
Sędzia: -  Rozumiem, że zgroza, jednak proszę o zachowanie ciszy na sali sądowej!
Krzyk na sali: - A takiego wała rozumiesz! Dziesięć lat byliśmy sąsiadami, a kiedy potrzebowałem topora, łopaty lub klucza francuskiego, ta gadzina zawsze odpowiadała: „Nie mam, nie mam!...”

 

Amerykański statek kosmiczny doleciał na Marsa. Szykują się do wyjścia na zewnątrz, nagle pobiegły dwa zielone ludziki i zaspawały drzwi rakiety. Amerykanie próbują wyjść. Mija 10 minut, 30 minut... Po godzinie udało się. Wychodzą z rakiety i widzą sporą grupę Marsjan. 
- Czemu zaspawaliście nam drzwi? 
- Zawsze tak robimy nowym, ale to chyba nie problem? Niedawno byli tu Polacy. Zaspawaliśmy im drzwi, a oni już po pięciu minutach byli na zewnątrz. I prezenty nam przywieźli! 
- Prezenty, Polacy? Jakie prezenty? - dziwią się Amerykanie. 
Jeden z Marsjanin odpowiada: 
- A, nie wiem. Jakiś wpierdol, ale wszyscy dostali!

 

Facet przychodzi do restauracji, zamówił jeden koniak, jeden szaszłyk…  posiedział, popalił…

- Kelner, rachunek!

- Dwa złote.

- Tak?... No to proszę!

Następnego dnia przyszedł z kolegą. Dwa koniaki, dwa szaszłyki, wypili, pogadali...
- Kelner, rachunek…
- Dwa złote.

Trzeciego dnia przyszedł z grupą - z kobietami. Koniak, ostrygi, szampan, kawior, łosoś… Posiedzieli, popili, potłukli zastawę.
- Kelner, rachunek…

- DWA ZŁOTE!

- Dlaczego wciąż dwa złote?
- Powiem ci, jak najlepszemu klientowi – widzisz w przy stoliku na drugiej sali młodą, przepiękną blondynkę, a obok niej tego chomąta?  Blondynka – to moja żona, a chomąt to szef tego lokalu. On „pitigrili” moją żonę – no, to ja jego restaurację.

 

Do kabiny samolotu wylatującego z Kijowa do Moskwy wchodzi nadwyrężony alkoholem pilot. Patrzy, a drugi pilot w takim samym stanie.

- Świnia! Przecież się umawialiśmy – dzisiaj piję ja! Jak się mogłeś tak narżnąć od samego rana?

W odpowiedzi cisza.

- No dobra! Dolecieć, to my dolecimy, ale kto w Moskwie maszynę posadzi?!!

 

- Zobacz jaki domek dla ptaszków zrobiłem!

- A otwór gdzie? Jak ptak ma tam wejść?

- On tam już jest.

 

Facet cierpiał na zaniki pamięci. Pewnego dnia, gdy przyszli do niego goście, zaczął opowiadać, że teraz leczy się u bardzo dobrego lekarza. Przyjaciele zapytali więc, jak ów medyk się nazywa.
– No właśnie, miałem na końcu języka... Pamiętacie może, był taki grecki poeta, w starożytności, taki ślepy...
– Homer. Ten lekarz ma na nazwisko Homer?
– Nie, nie. On napisał taką epopeję, o tym jak Grecy tłukli się pod takim miastem, które próbowali zdobyć...
– Zdobywali Troję. To co, ten lekarz podobnie się nazywa? Albo mieszka na takiej ulicy?
– Nie, nie. Tam był taki wódz tych, no, Greków, taki główny...
– Agamemnon? 
- Tak! No i on miał brata, jak mu tam...
– Menelaosa. Ale co to ma wspólnego z lekarzem?
– Zaraz mówię. I tam był taki wódz trojański, który temu Mene... jak mu tam, uprowadził żonę.
– Aaaa, Parys! Ten lekarz nazywa się Parys?
– Nie. Ta żona, co on ją uprowadził, to jak miała na imię?
– Helena.
– Właśnie. Helenaaa! Helenkaaa – facet woła do żony myjącej w kuchni naczynia. – Jak się nazywa ten mój lekarz?

 

Widelec z czterema zębami – do warzyw. Widelec z trzema zębami – do mięsa. Widelec z dwoma zębami – do ryby. Widelec z jednym zębem – to nóż.

 

Kosmos, na orbicie stacja kosmiczna. Przy luku wisi kosmonauta i tarabani w ścianę rękami i nogami, wrzeszcząc:

- Otwieraj durniu!!! Co za pieprzone przyzwyczajenie, żeby pytać „kto tam”?!

 

Idzie sobie czerwony kapturek przez las i nagle zza krzaków wyskakuje stary wilk zboczeniec. -Ha! mam cię – mówi -Teraz kapturku pocałuję cię tam gdzie jeszcze nikt cię nie całował!
Czerwony Kapturek na to - Tak! To chyba w koszyk.

 

- Kup parówki, jak będą jajka, to kup 10.
Mąż w sklepie:
- Są jajka?
- Tak.
- To poproszę 10 parówek.

 

Koleś pojechał na wycieczkę do Włoch I dzwoni do koleżanki: - Ewelina, przesłałem ci zdjęcie z Rzymu. Cyknąłem se fotkę z Apollem. Jakby co, ten w szortach to ja...

 

Nauczycielka: - Kazałam wam zrobić przez weekend dwa dobre uczynki. Jasiu, opowiedz nam o swoich czynach.
Jasio: - W sobotę pojechałem do babci i babcia bardzo się ucieszyła. A w niedzielę wyjechałem od babci i babcia jeszcze bardziej się ucieszyła!

 

Lekarz zwraca się do blondynki, która chce poddać się kuracji odchudzającej:
- A ile pani ważyła najmniej?
- 2 kg 80 dkg panie doktorze

 

I rzekł Bóg Adamowi: Adamie, zejdź do doliny. Adam zapytał: Co to jest dolina, mój Panie?

I Bóg udzielał wyjaśnienia, po czy rzekł: Adamie, przejdź przez rzekę! A Adam przerwał: Co to jest rzeka?

I Bóg udzielał wyjaśnienia. Później Bóg polecił: Adamie, wejdź na tamtą górę! A Adam zapytał: Co to jest góra, mój Panie?

I Bóg udzielał wyjaśnienia. Później Bóg powiedział: Po drugiej stronie góry znajdziesz jaskinię. A Adam dowiadywał się: Co to jest jaskinia, Panie ?

I Bóg udzielał wyjaśnienia. Później Bóg rzekł: Adamie, w jaskini ty znajdziesz kobietę. A Adam zdumiewał się: Co to jest kobieta, Panie?

I Bóg objaśniał i mówił do niego: - Chcę, żebyś z nią płodził potomstwo. Adam zdumiewał się: Co to znaczy i jak się to robi?

Ponownie Bóg udzielał wyjaśnień.

I precz Adam poszedł. Na dół, do doliny; przeprawił się przez rzekę; wspiął się na górę; znalazł jaskinię; znalazł kobietę -  i  5 minut później Adam był ponownie przed Panem.

Bóg , trochę zirytowany zapytał go: Co się stało?

A Adam zapytał: Panie, co to jest ból głowy?

 

Facet postanowił wybrać się z żółwiem do kina. Trzyma zwierzątko pod pachą, podchodzi do kasjerki i prosi o bilet.

- Poproszę jeden normalny i jeden ulgowy, dla żółwia.

- Przykro mi, ale to nie jest zoo, nie może pan wejść z żółwiem!

- Ależ to mały żółw, zachowuje się cichutko, przecież nikomu nie będzie przeszkadzał.

- To porządne kino, proszę nie blokować kolejki!

- Ależ proszę pani, kupię dwa normalne...

- Nie i już. Następny!

Facet odszedł jak niepyszny, za zakrętem wsadził sobie żółwia w spodnie i po chwili wrócił do kasy - pod pach± miał już tylko pudełko z popcornem, w ręku colę. Tym razem dostał normalny bilet bez większych problemów. W środku seansu postanowił pozwolić biednemu zwierzęciu pooddychać trochę świeżym powietrzem - rozpiął więc rozporek, aby żółw mógł w końcu wychylić szyję.

Rozmowa w tym samym rzędzie - kilka siedzeń dalej:

- Stary - widziałeś?!

- Co?

- Ten facet tam - ma interes na wierzchu...!

- No i co z tego? To erotyczny film - ty też prawie masz.

- No... ale mój nie wypiernicza popcornu!

 

Przez pustynie zasuwa kangur. Zatrzymuje się. Z torby wysuwa się głowa pingwina. Pingwin rozgląda się i chowa do torby. W tym samym czasie na biegunie północnym mały kangur tupie z zimna i cedzi:
- Pieprzona wymiana studentów!

 

Pijak opowiada kumplowi przygodę.
No i wiesz, idę sobie i tak nagle jak mnie coś w plecy nie łupnie, patrzę a to podłoga.

 

Spotyka się dwóch kumpli, u jednego z nich olbrzymi siniak pod okiem.

- Co się stało?

- Miałem awanturę z Piotrkiem.

- Przecież jesteś od niego silniejszy – nawaliłbyś mu po gębie!

- No tak, ale on miał w ręce nóź!

- A ty co miałeś?

- A ja trzymałem cycek żony Piotrka… Rzecz bardzo przyjemna, ale w bójce do niczego się nie przydaje!

 

Sopot.. Mandaryna właśnie zakończyła śpiewanie. Publika szaleje: -Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! ... No, to zaśpiewała. Skończyła, a publika: Jeszcze raz ..! No i tak trzeci  czwarty piąty... dziewiąty raz... W końcu już zrezygnowana do publiczności:
- Kochani ale ja już nie mam siły śpiewać... A publiczność: ... Kuźwa, śpiewaj aż się nauczysz.

 

Wychodzi baca przed chałupę, przeciąga się i woła:
- Jaki piękny dzionek!
A echo z przyzwyczajenia:
- ... mać, mać, mać...!

 

Przychodzi baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze ciągle jestem wkurzona. Wszystko i wszyscy mnie wkurzają, a najbardziej wkurza mnie to, że wszystko mnie wkurza. Proszę mi pomóc.
- Czy próbowała pani w jakiś sposób się wyciszyć, uspokoić? Może spacery po lesie, parku, pośród śpiewu ptaków, spacerując boso po trawie? Kontakt z przyrodą bardzo pomaga.
- E tam, panie doktorze. Ptaki mnie wkurzają, bo drą ryje, w trawie pełno robactwa, pajęczyny, gałęzie zaczepiają o ubranie. Nie, przyroda zdecydowanie mnie wkurza.
- To może seks? Jak wygląda pani życie seksualne?
- Seks? A co to takiego?
- Nie wie pani co to seks? No dobrze, zaraz pani pokażę, proszę ze mną za parawan.
Po chwili na parawanie lądują kolejne części garderoby: spodnie, spódnica, lekarski kitel, bluzka, biustonosz... Słychać sapanie i wzdychania, wreszcie ona mówi:
- Panie doktorze, proszę się zdecydować: wkłada pan czy wyjmuje? Bo zaczyna mnie to wkurzać!

 

Ordynator oddziału szpitalnego pyta ordynatora innego oddziału:
- Jak udaje się panu tak szybko robić obchód męskiego oddziału?
- To proste. Najpierw puszczam siostrę przełożoną w mini spódniczce, potem idę sam. U kogo się kołdra marszczy, tego wypisuję… Pozostałych daję do reanimacji.

 

Lekarz skacowany po ostrym weekendowym pijaństwie. Nagle wchodzi pacjent, w doskonałym nastroju i pyta: - Panie doktorze, jak tam moje wyniki?
Na to opryskliwie lekarz: - Ma pan raka!
- Jak to raka? A przecież wcześniej mówił pan, że to tylko kamienie!
- Kamienie... A pod każdym kamieniem rak!

 

Pewien facet się odchudzał. Przychodzi pewnego dnia do lekarza i mówi, że jak chudnie to mu skóra wisi. A lekarz na to: - Pan naciągaj tę skórę i na czubku głowy, zawiązuj czarną nitką, potem ta końcówka uschnie i odpadnie.
No i facet tak właśnie robił. Po tygodniu mówi do lekarza: - Panie doktorze, pięknie jest, skórę mam gładką, ale wiesz pan... Mam pępek na czole, co trochę mi przeszkadza, no i po drugie zobacz pan z czego ja mam krawat!

 

Przyszedł Staszek do urologa. Poczekalnia była pełna ludzi. Podchodzi do rejestracji, podaje swoje nazwisko. Rejestratorka, wielka i gruba pielęgniarka, wpisuje to nazwisko do komputera i głośno oznajmia: - Za 10 minut doktor przyjmie pana w sprawie impotencji. Wszyscy obecni w poczekalni z zaciekawieniem spojrzeli w stronę Staszka. Ten ze wstydu nieomal zapadł się pod ziemię. Po chwili zapałał jednak zemstą do pielęgniarki i mówi do niej tak, aby wszyscy usłyszeli:
- Nie w sprawie impotencji. Przyszedłem umówić się na operację zmiany płci i chciałbym, żeby mnie operował ten sam lekarz co panią!

 

Do małego hoteliku przyjechali na miesiąc miodowy nowożeńcy. On - 95 lat, ona - 23. Cała obsługa zakładała się, czy pan "młody" przeżyje w ogóle noc poślubną. Rankiem panna młoda wyszła powoli z pokoju, zeszła po schodach trzymając się kurczowo poręczy, dowlokła się do baru i opadła z wysiłkiem na stołek.
- Co się pani stało? Wygląda pani, jak po zapasach z niedźwiedziem" - pyta barman. Ona odpowiada z rozpaczą:
- Myślałam, że miał na myśli pieniądze, kiedy mówił, że oszczędzał od 75 lat!...

 

W gabinecie chirurga siedzi "nowy ruski" ze złamaną ręką. Chirurg mówi do niego:
- Ma pan złamaną rękę, będziemy musieli założyć gips.
- Koleś, jaki gips? Kładź marmur, ja płacę!

 

Supermarket. Stojąca przy dziale kosmetycznym hostessa z uśmiechem zachwala przechodzącemu facetowi towar: - Polecam nowy model szczoteczki do zębów „Oral-be", która myje zęby nawet w trudno dostępnych miejscach.
Facet:
- Ja nie mam zębów w trudno dostępnych miejscach.

 

Mężowi zaginęła żona. Kamień w wodę! On szaleje: wydzwania na policję, pogotowie, szuka po szpitalach, dręczy rodzinę i znajomych - Nic! - Po dwóch dniach usilnych poszukiwań wpada do domu i słyszy jakiś hałas w kuchni. Zagląda i widzi, że żona krząta się przygotowując mnóstwo kanapek...
- Kochanie, ja od zmysłów odchodzę, co się stało, gdzie byłaś, pół miasta cię szuka!
- Ach, skarbie, nie uwierzysz, co mi się przytrafiło: porwało mnie paru facetów, zawiozło na chatę a tam seks, orgie, pozycje takie, siakie, z przodu, z tyłu, afrodyzjaki, gadżety, no mówię ci - koszmar! I tak przez cały tydzień!
- Zaraz, zaraz, skarbie, jaki tydzień? Przecież nie było cię dwa dni?
- No tak, ale ja tylko wpadłam na chwilę po kanapki!

 

- Słyszałem, że pozbyliście się pastora. Co takiego zrobił?
- Po prostu ciągle powtarzał, że wszyscy pójdziemy do piekła.
- A nowy pastor?
- Też zapowiada, że wszyscy pójdziemy do piekła.
- No to co za różnica?
- Ano taka, że tamten był zadowolony, kiedy o tym mówił, a ten wygląda na zrozpaczonego.

 

Najnowocześniejszy Bank świata miał super-sejf. Któregoś razu właściciele banku postanowili przetestować zabezpieczenia. Zaprosili ekipy najbardziej znanych złodziei świata z Francji, USA, Niemiec i Polski. Zebrali wszystkich i powiedzieli: - Zgasimy światło przed sejfem na pół minuty. Jeśli po zapaleniu światła sejf będzie otwarty, ta ekipa może zabrać zawartość sejfu.
Pierwsi próbują Francuzi... Światło się zapala - nie udało się. Drudzy są Amerykanie. Światło zapala się... nawet sprzętu nie zdążyli wyjąć. Trzeci w kolejności są Niemcy. Światło się zapala - nic z tego.
Kolej na Polaków. Światło gaśnie, mija pół minuty... Próbują zapalić światło - nic, próbują po raz kolejny - nic... Nagle z mroku słychać szept: - Kurde, Stefan! Mamy tyle kasy, po cholerę ci jeszcze ta żarówka?

Rozmawiają owoce egzotyczne:
- Jestem kiwi. Co każdego ożywi.
- Jestem cytryna. Lubi mnie rodzina.
- Jestem marakuja. …Nie wiem, co powiedzieć...

 

U lekarza.
- Panie doktorze, źle się czuję.
- A co pan wczoraj robił?
- Piłem z kumplem wódkę. Jak skończyliśmy zabraliśmy się za wino, potem łyknęliśmy jeszcze jakiś koniak. Potem przyszedł kolega z kratą piwa i krakersami na zagrychę. I podejrzewam, że zatrułem się tymi krakersami.

 

Przychodzi facet do lekarza-kobiety.
- Proszę pani, ja mam taki problem, że mam erekcję 24 godziny na dobę. Co pani mi da?
- Całodzienne wyżywienie, nocleg i 1500 zł miesięcznie.

 

Plan filmowy. Tłum statystów, kręcą się to w tą, to w tamtą stronę, kamera filmuje. Nagle reżyser woła: - Stop! Stop kamera! Stop!
Zaczyna kolejno wskazywać statystów: - Ty... ty... i ty...
Z tyłu podrywa się taki maleńki statysta: - I jeszcze ja! Jeszcze ja!
- Dobrze, jeszcze ty. Spieprzać mi stąd!

 

Po hucznym weselu odbywającym się w hotelowej restauracji, młoda para wynajmuje sobie pokój, żeby jak najszybciej doszło do „konsumpcji związku". Zdenerwowany pan młody drżącymi rękami nie może trafić kluczem w dziurkę zamka. Żona stoi za nim i kręcąc głową mruczy z ironią:
- Nooo, nieźle się zapowiada...

 

Grupa turystów z przewodnikiem spaceruje po Paryżu. Przewodnik mówi:
- Właśnie przechodzimy obok słynnego paryskiego burdelu.
- No, kuźwa, dlaczego obok?!

 

Przyjechał dziadek ze wsi i rodzina wysłała go do teatru:
- No i jak, podobało się dziadkowi w teatrze?
- Bardzo! A najbardziej na końcu, kiedy rozdawali płaszcze! Wziąłem trzy.

 

Jak rozpoznać gatunek niedźwiedzia? Najpierw musisz do niego podejść i kopnąć go w jaja, a potem.. .

a) jeżeli spieprzasz na drzewo, a on włazi za tobą - to jest niedźwiedź brunatny

b) jeżeli spieprzasz na drzewo, a on trzęsie drzewem i spadasz mu na pysk - to jest niedźwiedź grizzly

c) jeżeli spieprzasz i nigdzie nie ma drzewa - to jest niedźwiedź polarny

 

Mąż wybrał się w delegację. Gdy tylko wyszedł z mieszkania, zaraz do żony przyszedł kochanek. Nagle mąż wraca. Żona chowa amanta i modli się, żeby zdrada się nie wydała. Wtem rozlega się głos z nieba:
- Twoja zdrada się nie wyda, ale za parę lat się utopisz.
Mąż wrócił tylko po portfel, niczego nie zauważył i pojechał w delegację.
Minęło pięć lat. Żona w jakimś konkursie wygrała rejs po morzu. Zapomniała o przestrodze i wybrała się w podróż wielkim statkiem pasażerskim. Nagle zerwał się straszny sztorm - przypomniała sobie o przestrodze i modli się:
- Boże, przecież z mojego powodu nie utopisz tysiąca ludzi!
Na to Bóg:
- Pięć lat trwało, zanim was, grzesznice, zebrałem w jedno miejsce!

 

Straż Pożarna. Dzwoni telefon, słuchawkę podnosi dyżurny:
- Słucham?
- W zeszłym roku posadziłem sobie konopie indyjskie. Wyrosły takie jakieś cherlawe, żadnego spida nie dają...
- Gdzie dzwonisz, palancie! - denerwuje się dyżurny. - Dzwoń na policję, do sekcji narkotyków. Tam Ci pomogą.
Dyżurny odkłada słuchawkę. Kilka minut później znów ktoś telefonuje. W słuchawce dyżurny słyszy ten sam głos:
- ...A jak w tym roku posadziłem, to wyrosła taka dorodna i tak w łeb daje, że nawet pojęcia nie masz!
- Już ci mówiłem, palancie: dzwoń na policję.
Dyżurny odkłada słuchawkę, jednak po paru minutach znów dzwoni telefon. Dyżurny słyszy w słuchawce:
- Sam jesteś palant! Nie odkładaj słuchawki! Dzwonię, bo u sąsiada chałupa się pali! A jak przyjedziecie i zaczniecie biegać z tymi swoimi wężami... Patrzcie pod nogi... Nie zadepczcie!

 

Młoda, ortodoksyjna para Żydów przygotowuje się do ślubu. Z tej okazji poszli do rabina zadać mu kilka pytań.
- Czy to prawda, że kobieta i mężczyzna nie mogą ze sobą tańczyć?
- Tak, to prawda - odpowiada Rabin. - Z powodów moralności kobieta i mężczyzna mogą tańczyć tylko osobno.
- Nawet, jeśli są małżeństwem?
- Tak.
- A co z seksem?
- Będziecie małżeństwem, więc nie ma żadnego problemu.
- A możemy próbować różnych pozycji?
- Oczywiście.
- Kobieta może być na górze?
- Jak najbardziej.
- Możemy to robić na pieska?
- Jeśli lubicie.
- A na stojąco?
- Na stojąco kategorycznie nie!
- Ale Rabbi, czemu na stojąco nie?
- Bo to może skończyć się tańcem!

 

Uroczysta kolacja u Noworuskiego. Uczestniczy w niej specjalistka od dobrych manier. Po kolacji wszyscy siadają na kanapie z kieliszkami napełnionymi najdroższym koniakiem. Nowy Ruski wdycha nieziemski aromat koniaku, zwilża usta, smakuje językiem i zadowolony z siebie pyta: - I jak było, pani profesor? Są postępy?- W zasadzie wszystko w porządku. Ale nie było szczypczyków. Proszę sobie wyobrazić - mężczyźni idą do ubikacji, sam pan wie co oni tymi rękami chwytają, a potem tymi samymi rękami wrzucają do kawy kostki cukru. To niedopuszczalne!

Nazajutrz, kolejna kolacja. Po jej zakończeniu wszyscy siadają na kanapie z wykwintnymi cygarami w dłoniach. Smakują aromat kubańskich cygar, dystyngowanie strzepują popiół do alabastrowych popielniczek. Nowy Ruski puszczając dyskretnie kółka dymu, pyta: - I jak było, pani profesor? Tym razem wszystko w porządku? - Wszystko pięknie, ale nadal nie ma szczypczyków. - Jak nie ma? Są! - To dlaczego ich nie widzę? Gdzie są?

– Jak to gdzie, w ubikacji!

 

- Doktorze czy po operacji będę mógł grać na skrzypcach?
- Ależ jak najbardziej. Nie powinno być żadnych problemów.
- Ekstra! Nigdy tego nie robiłem.

 

Przychodnia lekarska. Starsza pani udała się do gabinetu młodego doktora. Po kilku minutach wybiega roztrzęsiona, krzyczy, rwie sobie włosy z głowy... Dyrektor przychodni ledwie ją uspokoił. Kiedy już poszła do domu, poprosił młodego lekarza na dywanik:
- Drogi kolego, pani Kowalska ma 67 lat, jest wdową, ma czwórkę dzieci i dziewięcioro wnucząt, a pan jej mówi, że jest w ciąży?! To nie było zabawne.
- Ale wyleczyłem jej czkawkę, czy nie?

 

Lekarz zbadał pacjenta, zniknął na zapleczu po czym wrócił ze słoiczkami wypełnionymi lekami i mówi:
- Rano proszę zażyć zieloną tabletkę i popić szklanką wody. Po obiedzie żółtą i też popić szklanką wody, a przed snem czerwoną i popić szklanką wody.
- O matko, doktorze, a co mi jest ?!
- Pije pan za mało wody.

 

Wychodzi lekarz z sali operacyjnej, oblega go rodzina operowanego
-No i panie doktorze jak? Udała się operacja?
-O kuźwa, to nie była sekcja?!

 

W sali operacyjnej pielęgniarka zwraca się do lekarza:
- Panie doktorze, to już trzeci stół operacyjny, który pan zniszczył w tym miesiącu. Proszę nie ciąć tak głęboko.

 

Bóg patrząc na grzeszną Ziemię zauważył zły stosunek społeczeństwa do lekarzy. Chcąc podnieść reputację całego personelu medycznego, zszedł na Ziemię i zatrudnił się jako lekarz w przychodni rejonowej. Pierwszy dzień pracy, siedzi w izbie przyjęć, przywożą mu sparaliżowanego chorego (20 lat na wózku inwalidzkim). Bóg wstaje, kładzie choremu na głowę swoje dłonie i mówi: - Wstań i idź!
Chory wstaje, wychodzi na korytarz. Na korytarzu tłum oczekujących, wszyscy pytają:
- No i jak nowy doktor?
- Doktor jak doktor, kurde, nawet ciśnienia nie zmierzył...

 

Przychodzi kobieta z synem do psychiatry i mówi:
- Panie doktorze chciałbym aby przebadał pan mojego 15-letniego syna...
Na to doktor:
- Pani syn cierpi na psychozę maniakalno-depresyjną, połączoną z atakami agresji, otumanieniem i zaburzeniami świadomości z dodatkowym brakiem równowagi psychicznej... jednak prognozy są optymistyczne. Pani syn ma bardo duże szanse na pełny powrót do zdrowia.
Babka zdębiała i pyta:
- Ale przecież pan nawet go nie widział, nie mówiąc nawet o przebadaniu.
- No ale sama pani przecież powiedziała że ma 15 lat...

 

- Panie doktorze, mój rozrusznik serca ma chyba defekt!
- Po czym pan tak sądzi?
- Jak kaszlnę to mi się brama od garażu otwiera.

 

Praktykant w zakładzie pogrzebowym dostaje zadanie przekazania pewnej wdowie urny z prochami jej męża. Wsiada na rower i z urną i wyrusza w drogę. Ponieważ jest ślisko, staje się co się stać musi: spada z roweru, urna uderza o ziemię, otwiera się, a proch zostaje rozwiany przez wiatr. Nie stanowi to jednak większego problemu dla praktykanta. Po chwili napełnia urnę zawartością najbliższego śmietnika. Po godzinie wdowa otwiera pokrywkę urny i wzdycha ciężko, widząc jej zawartość:
- Cały Antoś, cały on! Nawet po śmierci pozostał sobą. Cztery pety, dwa zużyte kondomy i ta bateria, co ją połknął po pijaku w 1969-ym.

 

Przychodzi facet do lekarza i skarży się na bezsenność.
- Niech pan zaprosi do łóżka jakąś ładną dziewczynę- radzi mu lekarz.
- No, ale wtedy to już na pewno nie zasnę.
- Ale czas nie będzie się panu dłużył...

 

- Panie doktorze – żali się młody, przystojny, świetnie zbudowany gość – Mam już wszystko co normalnemu człowiekowi jest potrzebne do życia. Zbudowałem piękny dom, mam kochającą żonę, trójkę dzieci, dobrze prosperującą firmę i kupę kasy. Jednego czego mi brakuje to silnych emocji. Potrzebuję ciągle dużej dawki adrenaliny bo nie mogę normalnie funkcjonować. Próbowałem już i skoków spadochronowych, i nurkowania w głębinach i nawet wybrałem się samotnie do dżungli. Wszystko za mało.
- Niech pan znajdzie sobie kochankę – proponuje lekarz
- Mam już trzy kochanki.
- No to niech pan o nich powie żonie.

 

Lekarz do dewotki:
- No cóż, pani choroba nie jest ciężka, ale wymaga jednak kilku dni w szpitalu, a potem krótkiego wypoczynku w sanatorium. Ale gwarantuję, że za miesiąc znów będzie pani na kolanach!

 

Facet dał ogłoszenie do gazety "Szukam żony". Jeszcze tego samego dnia otrzymał mnóstwo odpowiedzi. Zdecydowana większość zaczynała się słowami "Weź pan moją".

 

Mąż do żony:
- Kochanie, nie mogę znaleźć herbaty!
- Ty beze mnie to z niczym byś sobie nie poradził! Herbata jest w apteczce, w puszce po kakao, z nalepką "sól".

 

Młode małżeństwo u ginekologa dowiaduje się, że będą mieli dziecko. Młody żonkoś pyta:
- Panie doktorze a jak z "tymi" sprawami w czasie ciąży można czy nie?
Lekarz:
- W pierwszym trymestrze można bez obaw, normalnie po bożemu, w drugim trymestrze proponuje na pieska - od tyłu bo bezpiecznie dla przyszłej mamusi, a w trzecim trymestrze to tylko i wyłącznie na wilka.
- A można wiedzieć panie doktorze jak to jest na wilka?
- Leżysz pan koło nory i wyjesz!

 

Wchodzi staruszka do sklepu i mówi:
- Potrzebuję kilka rolek papieru toaletowego. - Młoda sprzedawczyni prezentuje na ladzie kilka gatunków papierów w różne wzorki i kolory, po czym pyta:

- Który pani sobie życzy?
- Obojętnie, byle nie biały, bo się szybko brudzi.

 

Młode małżeństwo tydzień po ślubie siedzi przy obiedzie. Żona zwraca się do naburmuszonego męża:

- W poniedziałek zrobiłam ci kluski i powie­działeś, że ci smakują. We wtorek, środę, czwar­tek i piątek było tak samo... A teraz nagle, w so­botę, już ci moje kluseczki nie smakują?!

 

Po dłuższej jeździe pasażer, chcąc taksówkarzowi coś wytłumaczyć, leciutko stuknął go w ramię. A tu taksiarz zaczyna wrzeszczeć, panikować, kręcić kierownicą w prawo, w lewo i w końcu uderzyli w pobliskie drzewo. Pasażer się wygramolił z wraku obok niego staje roztrzęsiony taryfiarz.

Pasażer: - Panie, coś Pan taki strachliwy?

Taksówkarz: - Człowieku, ja pierwszy dzień na taksówce. Wcześniej 20 lat robiłem za kierowcę w zakładzie pogrzebowym!

 

Przychodzi facet do lekarza i oznajmia:
- Potrafię chodzić po ścianach i suficie!
- Pokaż pan.
- Dobra, ale najpierw daj mi pan koniak i ogórka kiszonego.
Lekarz zorganizował butelkę koniaku i ogórka, facet wypił, zagryzł... Chodzi po suficie. Lekarz, zafascynowany, zadzwonił po kilku kolegów. Ci przyszli z kolejną porcją ogórków i butelką koniaku. Facet wypił, zagryzł i powtórzył pokaz. Lekarz mówi:
- To ja dzwonię do kierownika kliniki, on musi to zobaczyć.
Facet:
- Ale co będzie, jak na niego spadnę?
- Ch.. z łażeniem po ścianach, on w życiu nie widział, jak ktoś zagryza koniak ogórkami!

 

Hrabia, przeglądając kobiecy żurnal mówi do żony:
- Urszulo, tu piszą, że kobiety w czasie uniesień seksualnych krzyczą. U ciebie tego nie zauważyłem.
- Krzyczałam, krzyczałam, tylko ciebie przy tym nie było!

 

Przychodzi kaszlący facet do lekarza.
- Dużo pan pali, prawda? - pyta lekarz.
- I co z tego?
- Palenie skraca życie!
- Bzdura. Starożytni Grecy nie znali tytoniu i wymarli - co do jednego!

 

Ojciec od jakiegoś czasu podejrzewał syna o ćpanie. Pewnej nocy syn wraca późno do domu i szybciutko kładzie się spać. Ociec wstaje i „wali mu rentgena” po kieszeniach - znajduje torebeczkę z białym proszkiem. Bierze to i idzie do łazienki. „Trzaska jedną kreskę”....  Pojaśniało, pociemniało - i nic. Hmm... Trzasnął na drugą dziurę... Pojaśniało, pociemniało i znowu nic. Pomału zaczyna się irytować ale próbuje po raz kolejny. Znów pojaśniało, pociemniało i nic. Nagle słyszy walenie do drzwi łazienki i glos żony: - Stefek co ty robisz?! … Odpowiada: -Golę się!
- Kur.., trzy dni?!

 

Zając biega bez wytchnienia po dżungli. Nagle zauważa żyrafę, która kręci dżointa. Zając zatrzymuje się i mówi do niej:
- Żyrafo, moja droga przyjaciółko, nie pal tego świństwa. Pobiegaj raczej ze mną dla utrzymania dobrej formy.
Zawstydzona żyrafa rzuca dżointa i zaczyna biegać z zającem. Biegną po dżungli i spotykają słonia, który przymierza się do wciągnięcia koki. Zając podbiega do słonia i przejęty prosi:
- Drogi słoniu, nie zażywaj kokainy, to trucizna. Raczej pobiegaj z nami dla zdrowia.
Słoń rozsądnie wyrzuca lusterko i towar za siebie, po czym podąża biegiem za zającem i żyrafą. Nagle na drodze zwierzaki spotykają lwa, który przymierza się do wstrzyknięcia sobie pokaźnej działki heroiny. Zając:
- Lwie, przyjacielu! Nie wkłuwaj się więcej. To śmierć! Pobiegaj z nami, a zobaczysz, że to dobrze ci zrobi.
Lew powoli podchodzi do zająca i bez namysłu daje mu po pysku i to tak mocno, że zając nakrywa się łapami. Reszta zwierząt, zaszokowana, buntuje się przeciwko postępkowi lwa:
- Dlaczego to zrobiłeś? Zając chce nam pomóc.
Lew:
- Ten mały sukinsyn ciągle zmusza mnie do wariackiego biegania za każdym razem, kiedy się amfy nawciąga.

 

Dwaj znudzeni krupierzy siedzieli przy stole z ruletka gdy do kasyna
weszła bardzo atrakcyjna blondynka. Podeszła do stołu i zadeklarowała zakład na 20 tys. dolarów, na konkretną liczbę. Zaraz potem dodała:
- Mam nadzieje, że to wam nie będzie przeszkadzać, ale naprawdę szczęśliwe zakłady obstawiam kompletnie nago.
Po czym zrzuciła z siebie suknię, bieliznę i buty, i rozkręciła talerz ruletki z okrzykiem:
- Mamusia potrzebuje pieniążki na nowe ubranko!
Chwile później wykrzykiwała:
- Tak! Tak! wygrałam! Naprawdę wygrałam!
Podskakiwała przy tym jak mała dziewczynka i obejmowała każdego z krupierów. Zaraz potem zebrała wszystkie pieniądze i swoje rzeczy, i prędko opuściła kasyno. Krupierzy nieco zakłopotani popatrzyli na siebie, po czym jeden z nich zapytał drugiego:
- Ty, a co ona właściwie obstawiała?
Drugi odparł:
- Nie mam pojęcia, myślałem, że Ty to sprawdzasz!
Morał: nie wszystkie blondynki są głupie, ale wszyscy faceci są tylko facetami.

 

Przychodzi baba do lekarza:

- Panie doktorze, wszystko kojarzy mi się z seksem.

- A brom brała pani?

- A jeszcze żem nie brombrała dzisiaj...

 

Przychodzi gruba baba do lekarza.

- Panie doktorze, proszę mi dać coś, żebym schudła.

Lekarz dał jej pudełko tabletek z przykazaniem, aby brała przez miesiąc codziennie jedną. Baba, niewiele myśląc, pożarła wszystkie zaraz po wyjściu z gabinetu. Po tygodniu przychodzi znowu - chuda jak szczapa, skóra na niej wisi. Lekarz obejrzał ją krytycznie, zebrał skórę, naciągnął i zawiązał na głowie kokardę. Baba wychodzi z gabinetu, spotyka znajomą.

- Oj, jak ty bardzo schudłaś! A jaką masz ładną kokardę na głowie!

- Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że mam bardzo obrośniętą klatkę piersiową.

 

Historia autentyczna!... Pod koniec lat siedemdziesiątych na Bramie Portowej nowy Fiat 125p kierowany przez kobietę (która prowadziła, jakby nie wiedziała, co to jest prawo jazdy) nie mógł ruszyć z czerwonego światła. Akurat milicyjna nyska stała niedaleko i z głośników zaczął wydobywać się oficjalny i urzędowy ton:

- Obywatelko, proszę wcisnąć sprzęgło, czyli pierwszy pedał nożny z lewej, następnie ciągle trzymając wciśnięte sprzęgło, czyli pierwszy pedał nożny z lewej, chwycić ręką prawą za gałkę skrzyni biegów, pociągnąć ją do siebie a następnie popchnąć do przodu, a po wrzuceniu biegu objawiającego się zaskoczeniem dźwigni we właściwej pozycji, nacisnąć pedał gazu, czyli pierwszy pedał nożny z prawej i powoli zwiększać na niego nacisk, równocześnie powoli puszczając sprzęgło, czyli pierwszy pedał nożny z lewej aż do momentu ruszenia samochodu.

Po kilku nieskutecznych próbach z gasnącym silnikiem i samochodem podrywanym to w przód, to w tył, babinka w końcu uderzyła w stojące za nią auto. Wówczas z głośników wydobył się okrzyk:

- Kur.., mówiłem ci, że ta głupia pipa przypier…. w tę „skarpetę” co stoi za nią?!

 

Na stację benzynową podjeżdża Facet i widzi na dystrybutorze napis: „Zatankuj pełny bak, a weźmiesz udział w loterii Bezpłatny Sex". Tankuje więc bak do pełna i idzie do kasy. Kasjer:
- Pełny bak? Świetnie. Proszę powiedzieć jakąś liczbę.
- Sto jedenaście - mówi Facet.
- Sto dwanaście - odpowiada kasjer. - Niestety dzisiaj szczęście panu nie dopisało. Zapraszamy ponownie.
Wkurzony Facet wychodzi, trzaskając drzwiami. Podchodzi do samochodu, otwiera drzwi i widząc faceta, który przy sąsiednim stanowisku tankuje do pełna, krzyczy:
- Nie daj się pan nabrać tym draniom, tu nie można wygrać!
Na to zagadnięty:
- Nie ma pan racji. Moja żona w zeszłym tygodniu dwa razy wygrała!

 

Facet domyślił się, że żona go zdradza. Pewnego wieczoru zaczekał aż żona wyjdzie z domu, po czym wskoczył do taksówki nakazał kierowcy ją śledzić. Chwilę później wszystko było jasne - żona pracowała w agencji towarzyskiej! Zszokowany facet mówi do taksówkarza:
- Chcesz pan zarobić stówę?
- Jasne! Co mam zrobić?
- Wejść do agencji, zabrać moją żonę, wsadzić ją do taksówki i zawieźć nas oboje do domu.
Taksówkarz wszedł do agencji. Kilka minut później drzwi agencji otworzyły się z hukiem i pojawił się taksówkarz trzymający za włosy wijącą się kobietę. Otworzył drzwi samochodu, wrzucił ją do środka i mówi:
- Trzymaj pan ją!
Facet do taksówkarza:
- Ale to nie jest moja żona!
- Wiem, k...a, to moja! Teraz idę po pańską.

 

Kynolog odwiedził znajomych, którym niedawno urodziły się trojaczki.
Długo przyglądał się maleństwom, po czym wskazując palcem:
- Ja bym zostawił tego.

Facet przespał się z przyjaciółką swojej żony. Rano budzi się z wyrzutami sumienia. Zastanawia się co zrobić. Nagle wpada na pomysł i mówi do kochanki:
- Masz talk?
- Mam.
Facet posypał ręce talkiem i poszedł do domu. Przychodzi, a żona do niego:
- Gdzie byłeś?
- Kochanie, wybacz! Przespałem się z twoją przyjaciółką.
- Pokaż ręce... I czemu kłamiesz!? Znowu byłeś na kręglach!

 

Młoda dziewczyna załatwia wizę w konsulacie. Urzędnik wypełniając formularz, pyta ją:
- Kolor włosów?
- Rudy.
Płeć?
Dziewczyna nieśmiało:
- No, też ruda.

 

Wpada Eskimos do baru i mówi:
- Whisky proszę!
A barman:
- z lodem?
Eskimos:
- A w ryja chcesz?

Wchodzi Jasio na lekcje, rzuca tornister, kładzie nogi na ławkę i krzyczy "sieeeeema". Widząc to, zszokowana nauczycielka mówi do Jasia:
- Jasiu natychmiast podnieś ten tornister wyjdź z klasy i wejdź jeszcze raz - tym razem tak grzecznie jak Twój ojciec kiedy wraca z pracy!
Jasio ze spuszczona głową, podnosi tornister i wychodzi z klasy.
Po chwili drzwi, pod wpływem mocnego kopnięcia, otwierają się z hukiem, do sali wskakuje Jasio i krzyczy:
- Haaaaa! Ku..a, nie spodziewałaś się mnie tak wcześnie!

- Tato, czemu pies sąsiadów już nie szczeka?
- Nie gadaj, tylko jedz kotlety!

 

Po mszy z kościoła wychodzą dwie staruszki i zaczynają rozmowę:
- Pani, ta dzisiejsza młodzież taka niewychowana. A jak się ubierają, co na głowach mają! Z jednej strony czerwone, z drugiej zielone. Straszne!
Na to druga:
- Pani, to jeszcze nic. Wczoraj wieczorem wracam od wnuczki, wchodzę do windy, a tam para młodych. Ona mówi do niego: „Jak wykręcisz żarówkę, to wezmę do buzi". Pani, SZKŁO ŻRĄ, SZKŁO ŻRĄ!

 

Dwóch przyjaciół wybrało się na polowanie. Jeden z nich miał swoje ulubione miejsce, gdzie polował od lat. Niestety, kiedy tam dotarli okazało się, ze cały teren jest oznakowany: „Teren prywatny. Nie wchodzić". Zaskoczony powiedział kumplowi, ze pójdzie porozmawiać z właścicielem. Po kilku minutach zapukał do drzwi farmera i pyta:
- Proszę pana, poluję tu od lat i nigdy nie robił mi pan z tego powodu żadnych komplikacji. Czy mogę i tym razem skorzystać z pańskiej gościnności?
- Zgodzę się tylko dlatego, że pana znam. Ale pod jednym warunkiem. - rzekł farmer.
- Jakim?
- Za domem stoi krowa, która musimy niestety ubić. Jednak cała moja rodzina bardzo kocha zwierzęta i nikt nie ma serca jej zabijać. Jeśli ją pan zastrzeli, to pozwolę panu skorzystać z łowiska.
Myśliwy zgodził się na taki układ, a po chwili, wracając do przyjaciela, wpadł na pomysł aby zrobić mu dowcip. Podszedł do niego i mówi:
- Ten stary palant nie chce nam pozwolić na polowanie. Już ja mu pokażę! Chodź, za domem stoi jego krowa. Zaraz zobaczysz jak się robi polowanie.
Gdy znaleźli się za domem, wymierzył w krowę ze strzelby i posłał jej kulkę prosto między oczy. Nagle słyszy jeszcze dwa strzały i głos kumpla:
- Zabiłem mu jeszcze psa i kota! A teraz szybko spieprzamy!


Dzwoni blondynka do chłopaka:
- Mógłbyś do mnie wpaść? Mam tu strasznie trudne puzzle i nie wiem od czego zacząć.
- A co powinno z nich wyjść według rysunku na pudełku? - pyta chłopak.
- Wygląda na to, że tygrys.
Chłopak obiecuje przyjechać. Pół godziny później blondynka wpuszcza go do mieszkania, prowadzi do pokoju, gdzie na stoliku są porozsypywane puzzle. Chłopak przez chwilę przygląda się kawałkom, po czym odwraca się i mówi:
- Kochanie, po pierwsze nie wydaje mi się, żebyśmy mogli ułożyć z tych kawałków cokolwiek przypominającego tygrysa. Po drugie: zrelaksuj się, napijmy się kawy, a potem pomogę ci powrzucać te wszystkie te płatki kukurydziane z powrotem do pudełka.

 

Zebrał wódz indiański "Siedzący Pies" całe swoje plemię na naradę wojenną:
- Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem?
- Taaaaak!
- To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym?
- Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa!
Ścięli tomahawkami największą sekwoję w okolicy, wydrążyli ją w trudzie i znoju, według starej, indiańskiej recepty wyprodukowali proch, napchali do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz rakiety.
- Gdzie ją wystrzelimy?
- Na Erewań!
- A dlaczego na Erewań?
- Innych miast nie znamy...
Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili lont. Jak nie pierdyknęło! Prawdziwy Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu kilkunastu metrów... Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi:
- Ja pierdylę! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu

 

Wchodzi kobieta do butiku. W wejściu wita ją młody sprzedawca:
- Dzień dobry. Witam panią serdecznie w naszym sklepie. U nas może pani kupić praktycznie wszystko - od torebki po wspaniały płaszcz. Wszystko z najnowszych kolekcji najlepszych światowych kreatorów mody. Wyłącznie ekskluzywne modele.
- Nie mam pieniędzy...
- To czego się szlajasz? Poszła stąd!
- ... czy przyjmujecie płatności kartą Visa Platinum?
- ... I witam ponownie szanowną panią!

 

Pewna pani wybierała się samolotem w odwiedziny do córki. Będąc już na lotnisku w kolejce do kontroli ustawiła się tuż za księdzem.
- Ojcze... – zwróciła się do niego szeptem przed samą kontrolą - miałabym prośbę...
- Tak droga pani? – zachęcił ją ojczulek.
- Kupiłam dla mojej córki jedną z tych najnowszych golarek dla kobiet. Ksiądz rozumie, u nich to majątek kosztuje… Przy tych zaostrzonych przepisach znajdą to na sto procent przy mnie i zarekwirują… Nooo więc… jakby ksiądz był taki miły i schował ten drobiazg pod sutanną, to na pewno nie będą tam u księdza sprawdzać.
- Oczywiście pomogę pani - zadeklarował się ksiądz - ale uprzedzam, że w moim fachu wielu rzeczy mi nie wolno, na przykład nie wypada mi kłamać.
- Jakoś to będzie – stwierdziła optymistycznie kobieta.
Podczas kontroli spytano księdza, czy ma przy sobie coś zabronionego. Po chwili zastanowienia odpowiedział on spokojnie:
- Od głowy do pasa nie mam przy sobie nic niebezpiecznego...
- A od pas w dół? – spytał zdziwiony urzędnik celny.
- A tam mam faktycznie coś specjalnego. Ale tylko dla pań. Przyznam się panu, że jeszcze nieużywane…
Przepuścili go rechocząc

 

Maria jest bardzo pobożna. Wychodzi za mąż i ma 17 dzieci. Jej mąż umiera. Dwa tygodnie później ponownie wychodzi za mąż i ma 22 dzieci z drugim mężem. On umiera. Niedługo potem ona także umiera.
Na pogrzebie ksiądz patrzy w niebo i mówi:
- Wreszcie są razem.
Facet siedzący w pierwszej ławce pyta:
- Przepraszam ojcze, ale ma ksiądz na myśli jej pierwszego męża czy drugiego?
Ksiądz na to:
- Miałem na myśli jej nogi.

 

Siedzi sobie gość na rybach, w pewnym momencie ma branie. Wyciąga, a tam taka niewielka złota rybka. Przyjrzał się jej i stwierdził, że taką malizną to on sobie głowy nie będzie zawracał i już chce ją wyrzucić do wody, gdy nagle rybka się odzywa:

- Czekaj! Ja jestem złota rybka i spełnię twoje życzenie.

- Wiesz co, ale ja już mam wszystko, o czym można tylko marzyć, więc dzięki, ale wrzucę cię do wody.

- Nie, tak nie możne być, tradycji musi stać się zadość. Słuchaj, postawię ci taką chatę, że ludzie w promieniu 100 km będą ci zazdrościć.

- Kiedy ja już mam taką chatę!

- No to dam ci brykę jakiej nikt w Polsce nie ma.

- Też już mam taką!

Rybka chwilę się zastanawia i pyta:

- A jak z twoim życiem seksualnym, jak często to robisz?

- Ze dwa razy w tygodniu.

- To ja ci załatwię, że będziesz miał dwa razy dziennie!

- Eee tam, księdzu nie wypada!...

 

Pewna para postanowiła spędzić swoją trzydziestą rocznicę ślubu w tym samym hotelu, w którym odbyli noc poślubną. Małżonek leżał w łóżku, kiedy jego żona wyszła z łazienki kompletnie naga tak, jak to miało miejsce 30 lat wcześniej. Stając przed nim w bardzo kuszącej pozie, spytała:
— Powiedz mi, kochanie, co sobie pomyślałeś, kiedy 30 lat temu, w ten sam sposób wyszłam z łazienki i stanęłam przed tobą?
Mąż na to:
— Kiedy tylko na ciebie spojrzałem, chciałem cię złapać, przyssać się do ciebie i całą wycałować.
— A o czym teraz myślisz, kochanie? — spytała zachęcająco.
— Myślę, że wykonałem wtedy niezłą robotę! — odpowiedział.

 

Młoda dziewczyna u seksuologa:
— Doktorze, sam mąż już mi nie wystarcza.
— To trzeba sobie znaleźć kochanka.
— Mam już jednego, ale i ten już mi nie starcza.
— To trzeba jeszcze jednego!
— Ale ja mam ich już pięciu!
— Przepraszam, to już patologia!
— O! Proszę tak mi tu napisać: patologia. Bo już wszyscy mówią, że jestem kurwa.

 

Facet jedzie na wakacje autostradą i skręca w jakąś boczną, słabo oświetloną drogę. Leje deszcz, słabo widać aż tu nagle przed nim wyskakuje jakiś facet. Kierowca stara się zahamować ale jest ślisko więc go przejeżdża. Przerażony i roztrzęsiony powoli otwiera drzwi i woła do faceta który leży na drodze:
— Panie! Żyje pan jeszcze?
Na to facet podnosi powoli głowę i odpowiada:
— A co, cofać pan się będzie?

 

Leci samolot, przyrządy pokazują, że sytuacja nie jest najlepsza. Pilot wzywa stewardessę i mówi:
- Jest bardzo źle, nie wydaje mi się żebyśmy wyszli z tego cało, ale niech pani pójdzie, opowie pasażerom dowcip to przynajmniej umrą z uśmiechem na twarzy.
Stewardessa wyszła do pasażerów i opowiada:
- Proszę Państwa, sytuacja jest, no.. Mam dla Państwa dowcip - i zaczyna opowiadać.
Opowiada, opowiada, a samolot pikuje, opowiada, a samolot pikuje, opowiada, a samolot runął, ze zgliszcz i z dymu wstaje jedna, ocalała staruszka.
Wstaje, otrzepuje się i mówi:
- Też mi dowcip...

 

Panienka idzie po plaży. Nagle zobaczyła starą butelkę. Podniosła, otarła z brudu, a tu wyskakuje Duszek. Panienka pyta: Czy będę miała trzy życzenia? Duszek: Nie, przykro mi, ale ja jestem duszek spełniający tylko jedno życzenie. Panienka bez wahania: To proszę o pokój na Bliskim Wschodzie. Widzisz tę mapę? Chcę, żeby te wszystkie kraje przestały ze sobą walczyć, i żeby Żydzi i Arabowie pokochali się między sobą i żeby kochali Amerykanów i odwrotnie. I żeby wszyscy tam żyli w pokoju i harmonii. Duszek popatrzył na mapę i mówi: Kobieto bądź rozsądna, te kraje się biją i nienawidzą od tysięcy lat, a ja po 1000 lat siedzenia w butelce też nie jestem w najlepszej formie. Jestem DOBRY, ale nie aż tak dobry. Nie sądzę, żebym mógł to zrobić. Pomyśl, i daj jakieś sensowne życzenie...
- Panienka pomyślała przez chwilę i mówi: No dobrze, przez całe życie chciałam spotkać właściwego mężczyznę, żeby wyjść za niego za mąż. Wiesz, takiego który będzie mnie kochał, szanował, bronił, dobrze zarabiał i oddawał pieniądze, nie pił, nie palił, pomagał przy dzieciach, w gotowaniu i sprzątaniu, był świetny w łóżku, był wierny i nie patrzył tylko w telewizor na programy sportowe. Takie mam życzenie......

Duszek westchnął głęboko i powiedział: Kur.., pokaż mi jeszcze raz tę mapę!

 

Jaka jest definicja odważnego mężczyzny?
- To facet, który wraca zalany w trupa do domu, przy tym koniecznie pokryty na całym ciele szminką różnych kolorów, pachnący damskimi perfumami i który podchodzi do żony, daje jej soczystego klapsa w tyłek, a potem mówi:
- Ty jesteś następna, grubasku.


Mąż siedzi w nocy w Internecie i ogląda porno strony myśląc, że jego żona śpi. Żona jednak się przebudziła, wstała, stanęła za nim i również ogląda. Nagle facet słyszy:
- Stop! Pokaż poprzednie zdjęcie! Nie! Jeszcze wcześniejsze!
Przewija ekran na poprzednie zdjęcie i słyszy:
- O! Takie zasłony do kuchni chcę!


Do agencji reklamowej wpada facet z wielkimi planszami, rzuca na stół tysiące projektów.
Pan z agencji szyderczym głosem:
- I co? Pewnie ma być na jutro?
Facet:
- Jakbym, qrwa, chciał na jutro, to bym przyszedł jutro.

 

 

Jaś puka do drzwi sąsiadów. Sąsiadka, która domyśla się, że matka wysłała Jasia, żeby przyszedł coś pożyczyć, nie ma najmniejszej ochoty z nim rozmawiać, więc zatrzaskuje mu z całej siły drzwi przed nosem. Ku jej zdziwieniu drzwi nie zamykają się, lecz odskakują z impetem. Próbuje jeszcze raz, lecz rezultat jest identyczny - drzwi powtórnie odbijają się i stają otworem. Podejrzewając, że chłopiec trzyma nogę między drzwiami a framugą, kobieta cofa się, aby wziąć taki rozmach, który nauczy go grzeczności. Wówczas Jaś odzywa się:
- Musi pani najpierw odsunąć swojego kota...

 

Aula. Wykłady prowadzi już starszy wiekiem profesor. W pewnym momencie zwraca się do studentów:
- Za moich czasów nieobecność na zajęciach usprawiedliwiona była w dwóch przypadkach: po pierwsze - kiedy umarł ktoś bliski z rodziny, po drugie - choroba udokumentowana zwolnieniem lekarskim. Z końca sali dobiega komentarz:
- Panie profesorze, a jeżeli ktoś jest skrajnie wyczerpany seksem?
Cała sala wybucha śmiechem, a profesor po krótkim zastanowieniu odpowiada:
- W twoim wypadku - możesz po prostu pisać drugą ręką.

 

Papa Carlo bierze kawałek drewna i zaczyna strugać.
- Ooooo, jaki piękny chłopczyk będzie… Nazwę go Pinokio… …  Kurwa!... No to dziewczyneczka będzie, fak...  bez nóżek … … Pieseczek maleńki będzie, w mordę strugana mać!... Kaczuszka... ... Breloczek - i chuj z nim!

 

Mąż wraca późno do domu. Żona już leży w łóżku, więc mąż szybko się rozbiera i przytula się do niej. Żona:
- Nie zaczynaj dzisiaj. Boli mnie głowa.
- Zmówiłyście się dzisiaj, czy co, do jasnej cholery?


Jasiu miał słabe oceny. Mama mówi więc do taty:
- Porozmawiaj z Jasiem po męsku, zobacz jego oceny, przemów mu do rozumu.
Ojciec pomyślał, wziął flachę i puka do Jasia:
- Mogę wejść?
- Wejdź, tato.
- Przyszedłem pogadać, dziobniemy po kieliszku?
Popili troszkę.
- Może zapalimy? - mówi ojciec.
Jasiu zdziwiony:
- Dobra, zapalimy!
Po jakimś czasie ojciec:
- No to co, może jakiś świerszczyk?
Wyjął z rękawa magazyny, oglądają, Jasio zaczerwieniony:
- Tata, a kto ma takie dziewczyny?
- Prymusi, synu! Prymusi!

 

- Cześć córeczko, co słychać?
- Zostałam prostytutką
- Co Jak mogłaś...... Ty szmato, Ty k........, Ty.....
- Ależ tato! Tato: Ty wiesz ile ja mam teraz ciuchów?
Mam czesne i studia opłacone już do końca. Jeżdżę jaguarem. Siostrę zapraszam do mnie na wakacje, a Wam z mamą wykupiłam miesięczne wczasy na Majorce i kupiłam najnowszą Omegę - już tam czeka na Was...
- Czekaj, czekaj........to mówisz, że kim zostałaś ?
- Prostytutką
- Aaaa, to przepraszam. A ja zrozumiałem, że protestantką..

 

- No masz, zjedz kotlecika za babcię.
- No proszę, pół ogóreczka za tatę.
- I jeszcze kawałek kiełbaski za mamę.
- Ku..wa, babciu! Ja już mam 30 lat, sam potrafię jeść!
- Sam, sam... I nie klnij !!! Wiem, że masz 30 lat, ale szlag mnie trafia jak pijesz i nie zagryzasz!

 

Na parkingu stoi wypas beemka, podbiega do niej dresiarz, łuuuup wybija szybę, pakuje się do auta, odpala znanym sobie sposobem i z piskiem opon odjeżdża... Jedzie, jedzie, rozgląda się po wnętrzu auta, wali się łapą w łysy łeb i mówi:
- O żesz ku...wa! To moje!...

 

W Kołobrzegu na deptaku apetyczna dziewczyna wchodzi na automatyczną wagę, wrzuca monetę... i z niezadowoleniem ogląda wydrukowany wynik. Zdejmuje wiatrówkę i pantofle, znowu wrzuca monetę - znów niezadowolona z wyniku. Zdejmuje bluzkę - wynik ważenia znowu niezadowalający. Stoi tak niezdecydowana na tej wadze - co by tu jeszcze? - na to podchodzi przyglądający się temu facet i wręczając jej garść monet mówi: - Niech pani kontynuuje - ja stawiam!

 

Poranek w alpejskim kurorcie. Na taras wychodzi Anglik i wola:
- How wonderful!
Wychodzi Niemiec i wzdycha:
- Das ist wunderbar!
Wychodzi Rosjanin i dziwuje się:
- Kak priekrasna!
Wychodzi Polak i stwierdza:
- O ku..a!

 

Przychodzi robotnik do domu Jasia i pyta czy Jasiu da mu szklankę wody. Jasiu:
- Ależ oczywiście!
Przyniósł mu jedną szklankę, drugą szklankę, a w trzeciej już połowę. Robotnik pyta:
- Jasiu, czemu przyniosłeś połowę szklanki?
Jasiu na to:
- Jestem mały, do zlewu nie dosięgam, a z sedesu już wszystko wybrałem.

 

Jedzie dziadek maluchem, zgarbiony, ręce mu się trzęsą na kierownicy. Wyprzedziło go BMW, dziadek się wystraszył. BMW zatrzymało się na światłach, dziadek z tego strachu nie dał rady, przywalił w tył beemki. Wysiada z niej dwóch byków:
- I co dziadek, masz kasę?
- Nie.
- A ubezpieczenie?
- Nie.
- A syna? Masz…To masz tu komóreczkę, dzwoń po synka, to odrobi u mnie, bo ty się do roboty nie nadajesz... Dziadek zadzwonił, podjeżdżają 3 Mercedesy S-klasa, wysiada kilku byków i jeden z nich mówi:
- I co tatuś? Przywalił ci w auto jak cofał?


Leży facet na łożu śmierci. Lekarz powiedział, że nie dotrwa do rana.

Nagle ów facet poczuł z kuchni zapach jego ulubionych ciasteczek czekoladowych robionych przez żonę. Ostatkiem sił wydobył się z łóżka i wczołgał się do kuchni. Zapach tych ciasteczek przypominał mu dzieciństwo, a on wiedział, że zasmakuje ich po raz ostatni. Wczołgawszy się do kuchni zobaczył jak jego żona przygotowuje te ciasteczka, o których teraz marzył. Ostatnimi siłami sięgnął po jedno... i w tym momencie żona zdzieliła go ścierką mówiąc: - Zostaw kurwa, to na stypę!

 

Spocona siedzi na podłodze, dziecko mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie! No to je ściągają, mordują się, sapią... Uuuf, zeszły! Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść..... Uuuf, weszły!
Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki....
Pani niebezpiecznie zwężyły się oczy. Odczekała i znowu szarpie się z butami... Zeszły!
Na to dziecko :
-...bo to są buciki mojego brata ale mama kazała mi je nosić.
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała, aż przestaną jej się trząść, i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty. Wciągają, wciągają..... weszły!.
- No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach.

 

Powodowana nagłą potrzebą fizjologiczną zakonnica wchodzi do baru. W barze panuje standardowy zgiełk, jednak co parę minut gaśnie światło i cała sala zaczyna wiwatować. Zakonnica podchodzi do baru i pyta gdzie może znaleźć toaletę.
- Tu po lewej, ale nie powinna siostra tam wchodzić.
- Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica.
- bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyzny, przykrytego jedynie listkiem figowym.
- Nie szkodzi - odpowiada zakonnica - nie będę patrzeć w jego stronę.
Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy hałas. Jednak kiedy goście zauważają jej wejście, przerywają rozmowy i zaczynają bić brawo. Zakonnica zaskoczona, pyta barmana:
- Proszę pana, o co im chodzi, biją brawo, bo byłam w toalecie?
- Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas - odpowiada barman.
- Nadal nie rozumiem - mówi wciąż zaskoczona.
- Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu to w barze gaśnie światło.

 

W przedszkolu Jasiu siedzi na nocniczku i płacze.
- Dlaczego płaczesz? - pyta pani wychowawczyni
- Bo pani Zosia powiedziała, że jak ktoś nie zrobi kupki to nie pójdzie na spacer.
- I co? Nie możesz zrobić...
- Ja zrobiłem, ale Wojtek mi ukradł

 

Przychodzi babcia do lekarza i mówi:
- Panie doktorze mam taki problem. Cały dzień popierduję sobie, to znaczy chciałam powiedzieć puszczam gazy. No, ale właściwie nie jest to takie straszne, bo w ogóle ich nie słychać i nie śmierdzą. Powiem panu, że odkąd weszłam do pana gabinetu zdążyłam już puścić 20, o przepraszam, 21 razy, ale pan i tak tego nie zauważył, bo one są super cichutkie i absolutnie bezwonne. Prosiłabym jednak by pan mi coś zapisał, bo to takie krępujące. Lekarz bez słowa wyciąga długopis i wypisuje receptę.

- Proszę brać te pastylki 3 razy dziennie i zgłosić się do mnie za tydzień.
Za tydzień przychodzi babcia znowu i mówi:
- Panie doktorze! Całkowita tragedia! Wprawdzie nadal są całkowicie bezgłośne, ale potwornie śmierdzą.
- No tak, jak na razie przywróciłem pani węch, teraz musimy popracować nad słuchem.


Na wiejskim weselu doszło do bijatyki. W krotce odbywa się proces sądowy. Sędzia pyta jednego z gości obecnych na weselu:
- Niech pan opowie jak było.
- Tańczę sobie z panną młodą jeden taniec, drugi, trzeci, czwarty, piaty, zaczynamy się dobrze bawić, a tu nagle pan młody podchodzi zdenerwowany i mnie obraża. Odpaliłem mu, żeby się odwalił i tańczymy dalej... Nagle pan młody wziął zamach nogą i... jak nie kopnie pannę młodą miedzy nogi!
Sędzia:
- Uuuu... To musiało boleć!
- Jeszcze jak, panie sędzio! Trzy palce mi połamał!

W pubie o bardzo ciemnym wnętrzu siedzi przy barze znudzony facet i popija drinka.. Czuje, że obok też ktoś siedzi, więc zagaduje:
- Eee, opowiedzieć ci dowcip o blondynce?
Na to glos (kobiecy):
- No możesz. Ale musisz wiedzieć, że jestem blondynką 1,80 wzrostu i 70 kg wagi i jestem naprawdę silna. A obok mnie siedzi też blondynka, 1,90 wzrostu, 80 kg wagi i podnosi na co dzień ciężary. A jeszcze dalej przy barze siedzi również blondynka, 2 metry wzrostu. To mistrzyni w kickboxingu.
Dalej chcesz opowiedzieć ten dowcip?
Facet pociąga powoli ze szklanki, myśli i mówi:
- Nie, już nie... Pieprzę, nie będę go trzy razy tłumaczył.

 

Historyjka dzieje się w okresie, gdy masowo przywożono do Polski dużo powypadkowych samochodów z Niemiec. Facet przywiózł na lawecie masę pogiętej blachy i pyta mechanika:
- Wyklepie mi pan z tego samochód?
- Oj, nieźle trzaśnięty! - odpowiada mechanik. - No dobra, przyjdź pan za dwa tygodnie.
Po tygodniu do Faceta telefonuje mechanik:
- Jest problem. Co to za marka?
- A czemu pan pyta?
- No bo jak bym tego nie klepał, wychodzi przystanek autobusowy.

 

Kardiolog mówi do pacjenta:
- Niech się pan nie martwi o serce, bije mocno i równym rytmem.
- A, to dobrze.
- Tak... Pytanie tylko czy wytrzymają to żebra...

 

Na drodze stoi zakonnica i macha na samochody. Zatrzymuje się dziewczyna kabrioletem. Zakonnica wsiadła i mówi - Ładny ma pani samochód!

- To od kochanka.

Za chwile zobaczyła Rolexa na ręce - Ładny ma pani zegarek

- To od drugiego kochanka.

Zobaczyła futro na tylnym siedzeniu i pyta - to też od tego kochanka?

- Nie to od trzeciego kochanka.

Zakonnica dojechała do klasztoru,  zamknęła się w celi. Za chwile ktoś puka i woła: Niech siostra mnie wpuści! Na to zakonnica: - Niech ksiądz wsadzi sobie w zadek te czekoladki!

 

Przyjaciółka przyjaciółce: Wiesz, wczoraj namówiłam wreszcie swojego męża, żeby kupić abażur z kryształów (to co wisi z lampami na suficie), baaardzo drogi - pół roku zbieraliśmy. Pojechaliśmy do sklepu, kupiliśmy abażur, na skrzydełkach szczęścia popędziliśmy do domu, po drodze kupiliśmy butelkę koniaku, bo trzeba nowy zakup... no, obmyć. Siedliśmy przy stole, najpierw strzeliliśmy po 50, potem powtórzyliśmy… No to mówię do swojego męża: A może powiesimy od razu ten abażur? No i mąż z powodu koniaku  lub widząc moje szczęście zgodził się. Postawiliśmy krzesło, na krzesło taboret mały, mój mąż wspiął się na tę piramidę i kazał mi się zabezpieczać. Stoję taka szczęśliwa, obserwuję jak mój orzeł pod sufitem majstruje - a on był, nie wiem po co, w szerokie bokserki ubrany. Przenoszę wzrok niżej, i co ja widzę - z tych sympatycznych bokserek wypadło mu jedno … no, wiesz co… Ja taka rozczulona tym widokiem lekko pstryknęłam paluszkami po tym. Mój tygrys w tej sekundzie poleciał w dół z tej estakady wraz z abażurem, który rozbił się całkowicie na małe kawałki. Wstał szybko i z ostatkami abażuru w rękach podskoczył do mnie. Myślałam, że zabije mnie, a on mówi: Kurde, ale mnie prądem pier….ęło, aż do jąder doszło - dobrze, że nie na śmierć!

 

Jak stworzono kobietę?... Otóż pewnego pięknego poranka Bóg postanowił stworzyć człowieka.

Wziął trochę gliny, pogniótł, dmuchnął i wyszedł penis.

- To będzie mężczyzna! - powiedział i zaczął lepić dalsze elementy.

Zza krzaków widział to wszystko Diabeł i pomyślał, że nie będzie gorszy. Wziął kawałek gliny, pogniótł, dmuchnął i wyszły piersi.

- Fuj!.. dziwne jakieś i wstrętne.  Ale nic - robię dalej.

Gniecie, dmucha i pękło na dole.

- No ja chromolę! Nie robię dalej bo spaskudzę to jeszcze bardziej!

 

Facet przyszedł do szpitala:

- Proszę mnie wykastrować.

- Jest pan zupełnie pewien?!

- Tak, zupełnie!

Po operacji budzi się i widzi zgromadzonych wokół lekarzy. Pyta się ich:

- I jak, operacja się udała?

- Udała się. Ale czemu pan tak postąpił?

- Niedawno ożeniłem się z ortodoksyjna Żydówką i wiecie,...

- To może chciał się pan obrzezać?

- A co ja powiedziałem?!

 

W pewnym szpitalu pracowały dwie siostry: stara i wyschnięta, i młoda seksbomba. Razu pewnego do szpitala przywieziono marynarza w stanie ciężkim, ale przytomnego. Stara poszła go zbadać. Wróciła i mówi do młodej:

- Wiesz, on jest okropnie wytatuowany. Ma tatuaż nawet na fiucie.

- Taak? A co tam ma?

- Napis ADAM.

- Coo? Idę sprawdzić sama!

Poszła. Po powrocie stwierdziła:

- Wcale nie ADAM, tylko AMSTERDAM!

 

Kilku lekarzy (internista, pediatra, psychiatra, chirurg i patolog) - wybrało się na kaczki.
Do pierwszego ptaka miał strzelać internista.
- A może to jednak nie kaczka? Powinienem spytać kogoś innego o opinię - zawahał się i kaczka odleciała.
W drugą mierzył pediatra.
- Nie jestem pewien, czy to kaczka. A poza tym , może mieć młode... - i ptak zniknął za horyzontem.
Następny w kolejce był psychiatra.
- Wiem, że to kaczka, ale czy kaczka wie, że jest kaczką? - zamyślił się i przegapił okazję do strzału.
Potem nadszedł czas na chirurga. Ten przyłożył fuzję do ramienia, strzelił bez wahania i ptak runął na ziemię.
- Idź, sprawdź czy to była kaczka - powiedział chirurg do patologa.

 

Do Kowalskiego przyjechała teściowa:
- Otwieraj, ty łobuzie, wiem że jesteś w domu, bo twoje adidasy stoją przed drzwiami!
- Niech się mama tak nie wymądrza, poszedłem w sandałach!

Amerykański polityk podczas pobytu w Paryżu miał wygłosić przemówienie po francusku. Gdy już stanął za mównicą zauważył, że sekretarka przepisując tekst przemówienia zapomniała o nagłówku. Nie wiedział więc, od czego zacząć. Nagle, w głębi sali polityk zauważa dwoje drzwi do toalety. Przekonany, że tak jak w USA, na drzwiach napisano: "ladies" i "gentelmans", przemówienie zaczął od przeczytania dwóch słów z owych
drzwi. Po przemówieniu, które słuchacze przyjęli z aplauzem, Amerykanin pyta siedzącego obok polityka francuskiego, jak podobało mu się przemówienie.
- Było wspaniale. Muszę panu jednak coś wyznać. U nas, we Francji, nie zaczyna się mowy od słów: „Toalety i pisuary! Jestem szczęśliwy mogąc zwrócić się do was".

Rozmawiają dwie Rosjanki. Jedna się pyta drugiej:
- Jaki rodzaj seksu preferujesz?
- Ja lubię po bożemu odpowiada a ty?
- Ja uwielbiam kochać się „na rodeo".
- Na rodeo o co w tym chodzi?
- Na początku kocham się w pozycji na jeźdźca potem po 20 sekundach mówię że mam AIDS i próbuję się utrzymać.

 

Wraca żona z zakupów do domu. Wchodzi do pokoju i pyta męża: - Kochanie, czy wiesz jak wygląda pomięte 100 zł?
Mąż na to, że nie wie. Żona wyjęła z portfela banknot 100 zł pomięła go i pokazała mężowi. Za chwilę pyta: - Kochanie, a czy wiesz jak wygląda pomięte 200 zł?
Sytuacja się powtórzyła. Mąż powiedział, że nie wie. Żona wyjęła z portfela banknot 200 zł, pomięła go i pokazała mężowi. Po chwili znowu pyta: - Kochanie, a czy wiesz jak wygląda pomięte 45.000 zł?
Mąż znowu, że nie wie. Na to żona: - To zejdź do garażu i zobacz.

 

Przyszła baba do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, ja chciałabym...
- Proszę się rozebrać! - mówi lekarz.
Gdy baba się rozebrała lekarz pyta:
- No i co pani dolega?
- Panie doktorze, ja chciałam się tylko zapytać, czy weźmie pan od nas w tym roku ziemniaki?

W parku na ławeczce siedzi młoda para. Po chwili dosiada się do nich dziadek. Dziewczyna mówi do chłopaka:

- Boli mnie nosek. Chłopak pocałował ją. Dziewczyna mówi:- Już nie boli. Po chwili:- Boli mnie czółko. Chłopak pocałował ją w czoło. Dziewczyna:- Już nie boli. Dziadek z niedowierzaniem się pyta młodego człowieka:- A czy hemoroidy też pan leczy?

Zmarł znany kardiolog i urządzono mu bardzo uroczysty pogrzeb. Podczas ceremonii za trumną było ustawione olbrzymie serce, całe pokryte kwiatami. Kiedy skończyły się modlitwy i przemówienia, serce otworzyło się i trumna wjechała do środka. Następnie serce zamknęło się i tak ciało doktora pozostało w nim na zawsze...
W tym momencie ktoś z obecnych wybuchnął głośnym śmiechem. Wszystkie oczy zwróciły się na niego, więc powiedział: - Bardzo przepraszam, ale wyobraziłem sobie swój własny pogrzeb. Jestem ginekologiem...
Proktolog zemdlał...

 

Chodzi facet w środku nocy po sypialni, żona się budzi i mówi:
- Janusz co ty tak po tej sypialni chodzisz?
- A, bo mam ochotę na sex.
- No to chodź.
- No to chodzę.

 

Koleś postanowił się żenić, idzie rozmawiać ze swoja matką:

- Mamo, zakochałem się i będę się żenił, ona też mnie kocha i będzie nam wspaniale.

- Eh, no dobrze, ale muszę ją poznać.

- To ja ją przyprowadzę, ale przyprowadzę też dwie inne koleżanki a ty zgadniesz, która jest moją wybranką. - Niech i tak będzie. Następnego dnia typ przyprowadza trzy laski. Dziewczyny siadają na kanapie, naprzeciw nich staje mama kolesia, przypatruje się chwilkę - To ta ruda pośrodku. - Dokładnie. Skąd wiedziałaś? - Bo już mnie wkur..a!

 

Spotyka się dwóch mężów:

- Słyszałem, że twoja żona rozbiła twoje nowe Porsche. Stało jej się co??

- Jeszcze nie, zamknęła się w łazience...

 

Mąż siedzi przy komputerze, za jego plecami żona. Żona mówi:

- No weź, puść mnie na chwile, teraz ja sobie posurfuje po Internecie...

A mąż na to:

- No żesz kurwa mać! Czy ja Ci wyrywam gąbkę z ręki jak zmywasz naczynia?!

 

Mąż z żoną ulegli bardzo poważnemu wypadkowi. Po kilkunastogodzinnej operacji żony wychodzi do męża lekarz i mówi: - Proszę pana, na początek dobra wiadomość, żona operację przeżyła.
Mąż wyraża radość.
- No tak - mówi lekarz - ale, wie pan, muszę pana poinformować o paru sprawach. Otóż po pierwsze, ta operacja nie jest jedyna, żona musi przejść jeszcze bardzo poważny zabieg w specjalistycznej klinice, tego nie refunduje Narodowy Fundusz Zdrowia, koszt operacji to około 70-80 tysięcy złotych. To nie wszystko, żona wymagać będzie długotrwałej, w zasadzie dożywotniej rehabilitacji w bardzo specyficznych warunkach, nie muszę dodawać, że nie refunduje tego NFZ, koszt miesięczny to jakieś 2000 PLN. No i ponadto żona jako inwalida wymagać będzie specjalistycznego sprzętu i środków higienicznych, to kosztuje jakieś 1500-2000 PLN miesięcznie, oczywiście NFZ w żaden sposób w kosztach nie partycypuje... Zapada cisza. Wtem lekarz klepie męża w ramię i mówi:
- Eee, żartowałem, nie żyje!

 

Krótka powtórka z historii powszechnej

DWANAŚCIE NAJSŁYNNIEJSZYCH „KUREW" W HISTORII ŚWIATA

1. Kiedy, kurwa, przestanie padać ten deszcz? (Noe, rok 431 r. b.c)

2. Jak żeś na to, kurwa, wpadł? (Matka Pitagorasa, 126 r. b.c)

3. Kurwa, ale gorąco! (Joanna D' Arc, 1431 r.)

4. Kiedy w końcu, kurwa, dopłyniemy? (Krzysztof Kolumb, 1492 r.)

5. Jak ja, kurwa, mam niby pomalować ten sufit!? (Michal Anioł,1566 r.)

6. Kurwa, coś ty wypila Julio?! (Romeo, 1595 r.)

7. Skąd się, kurwa, wzięli ci wszyscy Indianie? (gen. Custer, 1887 r.)

8. Z czym żeśmy się, kurwa, zderzyli? (kpt Smith - SMS Titanic 1912 r.)

9. Czemu, kurwa, tego nie pojmujecie? (Einstein, 1938 r.)

10. Dajesz Monika, co z tobą? - kto się, kurwa, zorientuje? (Bill Clinton, 1997 r.)

11. I co teraz, kurwa, robimy? (Barack Obama, 2009 r.)

12. O co, kurwa, chodzi z tą refundacją leków? (miliony Polaków, styczeń 2012 r.)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  0  

O moim bloogu

Krótkie opowiadania - zabawy nie tyle słowami, co pomysłami. Większość opowiadań była nagrodzona w konkursach literackich. Do tego dołożyłem "dla okrasy" kilka galerii z rysunkami.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ulubione strony

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 12854

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl